środa, 21 października 2015

Domowa nutella.

I nastała pora dżdżysta.
Nie lubię, zdecydowanie nie lubię.
Wraz ze zmianą pogody, moja dieta zaczęła mi nie wystarczać.
Ciągle mam ochotę a to na coś słodkiego, a to na dodatkową kromkę chleba.

Ale i na to Pani Agnieszka znalazła sposób. Domowa nutella!




Skład:
- 30 g awokado
- 100-150 g banana
1 łyżeczka gorzkiego kakao
1 łyżeczka miodu lub syropu klonowego










Miksujemy i... nie jest to orzechowy oryginał, ale smakuje równie dobrze z grzankami!

wtorek, 13 października 2015

U Wielickich. Szczyrk.


Pensjonat u Wielickich poleciła mi przyjaciółka.
Można go też znaleźć na portalu dzieciochatki.pl

Co ich wyróżnia na tle wielu miejsc noclegowych w Beskidach?
Przede wszystkim dbanie o szczegóły.
Otrzymaliśmy apartament PAPRYKA.


Dwie sypialnie, salon, kuchnia w pełni wyposażona i łazienka. I dwa balkony!
Standard, ktoś powie.
Owszem, standard.
Ale...
Ważne jest, co właściciel oferuje w takim apartamencie.


Poza pięknym wykończeniem (zamszowa tapeta na jednej ze ścian, ogrzewanie podłogowe w kuchni, ładna pościel w łóżeczku dziecięcym czy zmywarka w kuchni) liczy się jeszcze całość.
A uwierzcie - pensjonat jest na wysokim poziomie.

































Na ogólnodostępnym parterze znajdziemy pokój do zabaw dla najmłodszych z grami, zabawkami, stolikami do rysowania, TV, bajkami).
Dla starszych - piłkarzyki.
Do pokoju dla dzieci przylega salon z kominkiem, miejscem do śniadań (jeśli ktoś wybierze pokój, może dodatkowo wykupić śniadania), kinem domowym i tarasem.
Do dyspozycji gości jest też pomieszczenie na wózki czy narty.



























Sama Właścicielka nie jest nachalna, nie narzuca się.
Na dobrą sprawę - nie pozostaje w pensjonacie.































A w koło domu? Poza terenem zielonym z idealnie przystrzyżoną trawą jest zjeżdżalnia, trampolina i wiata z kamiennym grillem (oczywiście drzewo, kijki czy inne łapki - dostępne).





























Usytuowanie - około 2 km od centrum Szczyrku.
Dość ostry podjazd (wyjeżdżając, zawsze zastanawiałam się, co by było gdyby akurat ktoś chciał wjechać, a droga jest tylko na jedno auto).



Z czystym sumieniem mogę polecić to miejsce.
Wysoki standard, świetne warunki.
Myślę, że jeszcze tam wrócimy :)






piątek, 9 października 2015

Ostatni taki weekend?

Było pięknie!
Pogoda dopisała na całego, podobnie jak lokum i towarzystwo :)
W zeszły czwartek wybrałam się z Rodzicami i Tosią do Szczyrku na ładowanie baterii.
Czy to był ostatni tak piękny i ciepły weekend tego roku? Mam nadzieję, że nie!

Czwartek wieczór przeznaczony był na ogólne rozeznanie terenu.
Ale o Wielickich będzie osobny post.

W piątek, po odczekaniu aż przymrozki odpuszczą - kierunek Klimczok.





Wjechaliśmy na Szyndzielnię, a później już tylko kontakt z przyrodą.




Pogoda była przepiękna. Ciepło, ładnie. Tylko spacerować!

To nic, że tuż przed szczytem rozładował mi się telefon.
Na Klimczok jeszcze wrócę! Najpiękniejszy widok Beskidów!
































Spacer był rewelacyjny.
Najbardziej zachwyciło mnie schronisko na Szyndzielni.
1897 rok powstania! Piękne!

Wracając wstąpiliśmy na ciepły posiłek, który, ku mojemu zaskoczeniu - był przepyszny!


Sobota. Równie piękna, ale baaardzo wietrzna.
Góra Żar.
Osoby towarzyszące nie wyraziły chęci wchodzenia, jednak udało mi się namówić je na schodzenie (choć wydaje mi się, że schodzić jest gorzej!).


Szybowce i paralotnie - symbol Góry Żar!
 Coś czuję, że z wielką radością zamienię Ustroń i Wisłę na Szczyrk i okolice.


środa, 7 października 2015

Różany - kontynuacja, a raczej uzupełnienie.

Jakiś czas temu zafascynowana byłam dwoma powieściami Bogny Ziembickiej: "Droga do Różan" i "Wiosna w Różanach".
W powieść pięknie wpleciona była historia niani głównej bohaterki, Zosi Boruckiej - Zuzanny.
Z wielką nadzieją sięgnęłam więc po kontynuację (która chyba powinna być początkiem?) "Tylko dzięki miłości" oraz "Bądź przy mnie".


 "Tylko dzięki miłości" przedstawia historię młodziutkiej Zuzanny, która traci rodziców i siostrę w wypadku, a sama zostaje podopieczną swojej babci Jadwigi.
Lekiem na całe zło są dla Zuzanny wyjazdy do podkrakowskiego dworku w Różanach. Mieszka w nim Hanka - przyjaciółka Zuzanny, z małym Stasiem i wielka miłość Zuzanny - Piotr, mąż Hanki.
Poza codziennymi troskami nastolatki, Zuzanna dojrzewa na kartach książki. Staje się młodą, atrakcyjną kobietą, która z nadzieją patrzy na każdy nowy dzień.
Forma książki - fragmenty pamiętników na zmianę pisane przez Zuzannę i Joachima - Niemca, który pokochał Zazulkę od pierwszego wejrzenia prawdziwą, czystą miłością, nie do końca trafiła w mój gust.
Często miałam wrażenie, że jedna postać nie dokończyła wątku, a druga już była kilka miesięcy do przodu. Gubiłam się.
Nie mniej - książkę przeczytałam jednym tchem.


I szybko sięgnęłam po kontynuację - "Bądź przy mnie".
Początek - fatalny. Duża część to opis przedostawania się Joachima z afrykańskiej plantacji kawy (która zostaje kolonią angielską) do Europy.
Ale... wszystko zrobiło na mnie jednak duże wrażenie. Sienkiewicz mógłby się uczyć od Pani Ziembickiej (bo sienkiewiczowskie opisy były próbą dla każdego licealisty!).
Wojna to nie jest dobry czas na miłość. A już na miłość Polki i Niemca w szczególności.
Bardzo dobrze ujęta jest sytuacja przegranych - nie tylko my, Polacy, cierpieliśmy. Wojna nie patrzy na pochodzenie. Dziś wygrywasz - jutro już się nie liczysz.
Joachim w brutalny sposób doświadczył, jak wielkie znaczenie ma pochodzenie.
Niestety, książka nie kończy się happy endem.
Mimo, że kocha się tylko raz (ekhmmm, naprawdę?!), Zuzanna odsuwa się w cień, nie chce stać na drodze do szczęścia Joachima.
A on? Targany emocjami nie potrafi poradzić sobie z codziennością.
W końcu decyduje się na powrót do Afryki....

Te dwie książki nie są kontynuacją Różan, są z pewnością ich uzupełnieniem.
Nie mniej - teraz muszę od nowa przeczytać oba tomy Różan, by w całość połączyć historię zarówno Zuzanny, Stasia (już Stanisława, ojca Zosi) i samej głównej bohaterki.
W skali od 1 do 5 - 4,5.