czwartek, 30 czerwca 2016

Pół roku za nami....

30 dzień czerwca...
Do wakacji pozostało 7 dni....

A przez ostatni miesiąc?! Trochę się działo.
Czerwiec co roku obfituje nam w różne uroczystości - od Dnia Ojca, po urodziny Ojca.
Ojca mojego dziecka.
W między czasie zrealizowaliśmy zaległe spotkania - z niektórymi po dwa razy nawet się udało (Ola - kiedy znów?!). Istne szaleństwo.
Otrzymaliśmy suuuuper news - nasi przyjaciele zwiększą liczbę do trzech osób (Lilka - czekamy :) ).
Dziadkowie pojechali i cali wrócili z Albanii.
Więc teraz my spokojnie możemy szykować się do wypoczynku....

Szaleństwa kulinarne zdarzają się zrywami.
Albo stoję przy garach całe popołudnie - albo wcale.
Dodatkowo - piekę.
Dziś - tort miętowo-czekoladowy wzorowany na przepisie z moje wypieki, trochę zmodyfikowany:
Ponieważ nie mam 3 form na ciasto - zwiększyłam ilość składników i upiekłam jedno duże ciasto do podzielenia na trzy części.

Składniki na blaty czekoladowe:
  • 2 szklanki  mąki pszennej
  • 1 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 230b masła
  • 100 g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 1 szklanki kakao
  • 5 dużych jaj
  • 1 szklanka jasnego brązowego cukru
  • 1/2 szklanki drobnego cukru do wypieków
  • 1 laska wanilii
  • 1 szklanka kwaśnej śmietany 18%
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
W garnuszku roztopić masło dodać posiekaną czekoladę i odstawić do jej roztopienia (mieszając). Dodać przesiane kakao i wymieszać rózgą kuchenną.
Jajka i cukier utrzeć do puszystości, dodać ziarna wanilii. 
Do takiej masy dodajemy masę czekoladową i dokładnie miksujemy.
Następnie dodajemy śmietanę, na zmianę ze suchymi składnikami, mieszając szpatułką tylko do połączenia się składników.
Formę o średnicy 23-24 cm wysmarować masłem, wyłożyć papierem (samo dno).
Piec w temperaturze 170ºC, bez termoobiegu, przez około 45-60 minut, do tzw. suchego patyczka.
 
 
 
 
 
Krem miętowy:
  • 400 ml śmietany kremówki 36%, schłodzonej
  • 500 g serka mascarpone, schłodzonego
  • 4 łyżki cukru pudru
  • 40ml aromatu miętowego (syrop barmański)
  • odrobina zielonego barwnika w żelu/paście
W naczyniu umieścić kremówkę, mascarpone i barwnik. Zmiksować do otrzymania gęstego kremu. Dodać cukier puder i wymieszać. Na samym końcu dodać ekstrakt miętowy.
 
Nasączenie tortu:
  • 1/3 szklanki likieru miętowego-czekoladowego
  • 1/3 szklanki zaparzonej świeżej mięty
 
Wykonanie:
Jeden z blatów czekoladowych ułożyć na paterze, nasączyć 1/4 szklanki ponczu.
Przełożyć 1/3 kremu. Położyć kolejny blat czekolady, naponczować, przełożyć połową pozostałego kremu i przykryć ostatnim blatem. Naponczować. Pozostałym kremem miętowym posmarować boki tortu. Schłodzić.
 
 
Wierzch tortu udekorować polewą czekoladową. Schłodzić i przechowywać w lodówce.
 
Polewa z czekolady:
  • 100 g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 40 g masła
Masło roztopić, dodać czekoladę, odstawić na 2 minuty.
Poczekać do lekkiego zgęstnienia. Można dekorować wedle uznania. 









czwartek, 9 czerwca 2016

Czwarty tydzień...


W jednym z ostatnich wpisów (TEN DOKŁADNIE), wspomniałam o zmianach jakie u mnie miały zajść. Może nie bezpośrednio wewnętrzne zmiany, ale zewnętrzne, które dość mocno oddziaływują na te wewnętrzne.

Zaczął się właśnie czwart tydzień w nowym miejscu pracy....
Mimo, że początek; mimo, że wszystko dopiero się rozkręca - podoba mi się.
Mam ochotę tu przychodzić, w niedzielę nie chodzę zła jak osa, mam siły do nauki nowych tematów...
Wiele jest plusów!
Prawdą jest, że nie można tak długo (8lat!) pracować w jednym miejscu.
To jak stosowanie diety przez X lat - organizm sie przyzwyczaja i już nic nie możemy osiągnąć.


 



A jak może być tylko lepiej...
W końcu nie warczę popołudniami. Bardziej koncentruje się na przyjemnościach, spędzaniu czasu z Tosią.
A te są dość intensywne.
Wspólne wypady za miasto (polecam Karczmę u Karola w Rudnie koło Gliwic), wspólne wyjścia do kawiarni czy spacery po lesie!
W przyszłym tygodniu jeszcze rowery uaktywnimy!
























Wczoraj, np. obcięłyśmy jej dłuuuugie włosy!
Radość z chodzenia z rozpuszczonymi włosami - nieopisana!
I na wakacje trochę lepiej i łatwiej będzie!


 



 
Cafe Collation - Gliwice Pl. Inwalidów.
Kolejne miejsce na złapanie oddechu.
Choć lepiej było by rzec - na złapanie dodatkowych kilogramów!
Piękna, klimatyczna kawiarnia!
I te ciasta, desery!
Na spotkanie z koleżanką (Agnieszka - dzięki wielkie!).
Na lody z dzieckiem.
Na plotki z mamą!
 

 


środa, 1 czerwca 2016

Lody u Janeczki z David Fly w tle.

 

Weekend.
Szczyrk.







Wyruszyliśmy na aktywny wypoczynek.
Kilka szczytów zaliczonych.
W upale (Skrzyczne) jak i w deszczu (Żar).
Choć to drugie miejsce jest bardzo dobre na niepogodę. Wjedziesz kolejką, schowasz się na piwo w knajpce...

Pogoda przegoniła nas jednak z planami dotyczącymi Klimczoka.
Szybka weryfikacja - kierunek Wisła.
Deptak.
Lody u Janeczki i... David Fly.
Znacie?









Ja nie znałam. Choć pierwsze skojarzenie było "... pewnie w jakimś talent show brał udział...".
Okazało się, że intuicja mnie nie zawiodła!
Jak ten facet fajnie śpiewa!
Taka mieszanka wokalna



Kings of Leon i młodego Eddiego Veddera (tak twierdzi Pan Tata).
Staliśmy jak wryci, płytę zakupili i... stwierdziliśmy, że tuż koło niego siądziemy na chwilę by podelektować się muzyką przy filiżance kawy.

Posłuchajcie sami
DAVID FLY