piątek, 29 maja 2015

Mamą być.

 
 
Po raz piąty.
Po raz pierwszy z imprezą w przedszkolu.
I te słowa "To Twój dzień Mamo, musisz się cieszyć" :)
Moja T!

 
Mistrzyni jazdy na rowerze, nieustraszona w nauce jazdy na rolkach, najbardziej niecierpliwa z niecierpliwych. I wrażliwa do bólu!







Dygresyjnie - jak zmieniły Was dzieci?
Nie pytam o wybuch miłości, ocean cierpliwości czy inne aspekty bezpośrednio związane z naszymi pociechami.
Mnie macierzyństwo jeszcze mocniej uwrażliwiło.
Nie mogę słuchać o absurdzie obrzezania dziewczynek w krajach afrykańskich, nie umiem czytać o chorobach dzieci, o matkach/ojcach/konkubinach które wymierzają sprawiedliwość siłą.
Ryczę jak bóbr oglądając skórę Zuzi, serduszko Emilki czy cierpienie Igi (Pomaga Się).
Miękka się zrobiłam. Jak gąbka.
Moja Tosia dała mi nadbagaż w postaci nadwrażliwości. I za to jej dziękuję.

I pamiętajmy:

Bicie dorosłego to CHULIGAŃSTWO,
Bicie zwierząt to OKRUCIEŃSTWO,
Bicie dzieci  to WYCHOWANIE?!

wtorek, 26 maja 2015

Niepokorne. Eliza.

Trylogia - czyli tak jak lubię, będzie kontynuacja. Nie zakończy się historia na jednym tomie.
Dawne czasy - czyli tak jak lubię, Polska końca XIX wieku. Emancypacja, zmiany, kobiety dochodzą do głosu.
Stary Kraków - czyli tak jak lubię - Kraków hejnał gra.... Od razu przypomina mi się zeszłoroczny wyjazd z Państwem M. na krakowski Kazimierz. Fajnie było!

Nie wiem jakim prawem rządzą się książki, które czytam.
Kupię, chwytam od razu - okazuje się totalną klapą.
A jak chodzę koło niej jak kot w koło mysiej dziury - okazuje się rewelacją...
I tak też było z Niepokorne. Eliza.
Poznajemy trzy bohaterki: tytułową Elizę, jej współlokatorkę Klarę oraz Judytę.
Każda z nich zaczyna nowy rozdział swojego życia.
Każda - przeciwstawiając się woli rodziny, tradycjom.
Każda chce pokazać, że można żyć inaczej.

Judyta jest Żydówką z Kazimierza. Nie chce przy pomocy swatki znaleźć męża, nie chce słuchać woli rodziców - chce robić to co kocha z tym, którego kocha.
O ile plątanina zdarzeń pozwoli jej na kontynuację pasji jaką jest jej malarstwo, o tyle ukochany pokaże inną twarz.
Czy Judyta poradzi sobie sama?




Eliza zaczyna studia na krakowskiej farmacji. Jako kobieta nie ma pełnych praw do nauki, musi podwójnie mocno pokazywać, że kobiety też mogą być wykształcone (od razu przypomniał mi się jeden malutki profesor ze studiów, który uważał, że kobiety na uczelniach technicznych to pomyłka - takie poglądy w XXI wieku!).
Jednak w przypadku Elizy nie zdobycie zawodu jest podstawą do bycia niepokorną. Główna bohaterka zakochuje się.
Zakochuje się we wrogu rodziny - austriackim wojskowym.
Musimy pamiętać, że cała historia obsadzona jest w czasie rozbiorów, gdzie Kraków był pod władaniem Austrii.





Klara - trzecia bohaterka - o niej wiemy najmniej.
Jest siostrą malarza Maurycego (w którym zaczyna podkochiwać się Judyta), córką profesora - i to właśnie jemu się przeciwstawia w poglądach na nadchodzące zmiany.
Ubrana w spodnie, krawat, z cygaretką w dłoni - jest dobrym tematem do obgadywania.
Dlaczego wiemy o niej najmniej?
Bo już 3 czerwca ukaże się drugi tom Niepokorne. Klara.
I przyznam się bez bicia - już nie mogę się doczekać!!

czwartek, 21 maja 2015

Adaline.

Bardzo chciałam obejrzeć ten film.
Zwiastuny były ciekawe, choć film wydawał się - hmmm, jak by to dobrze ująć - mało realny.
Wiek Adaline, bo o nim mowa, jest filmem niezwykle przyjemnym, bez ogromnej ilości strzelaniny, walk, wyścigów samochodowych czy ordynarnych scen.
Roztacza aurę baśniową. Jakby świat na chwilę przystanął. Żebyśmy mogli złapać oddech.
To film na który można wybrać się z nastoletnia córką, mamą czy mężem.
To film na niedzielne popołudnie. Tylko nie wiem, dlaczego jest w gatunku melodramatu.

Nie lubię filmów science fiction.
(Nie pytajcie jak przeżywałam Z archiwum X jako nastolatka!)
Incydent, który jest przyczyną zatrzymania starzenia się głównej bohaterki jest tak fajnie przedstawiony, że aż realny :)
Wypadek, zatrzymanie oddechu, zatrzymanie akcji serca i... uderzenie pioruna, który powoduje przywrócenie funkcji życiowych i... nieśmiertelność.
Od tego wszystko się zaczęło.

Przez niemal dwie godziny oglądamy losy kobiety, która się nie starzeje.
Dziwne, prawda? Która z nas by tak nie chciała.
Jednak takie anomalia niosą ze sobą liczne konsekwencje.
Adaline musi zmieniać swoją tożsamość, ukrywać się przed władzami, opuszczać swoich najbliższych i - to co wydaje się najgorsze - widzieć jak starzeje się jej córka.
Czy to jest fajne? Nie. Bo przede wszystkim jest samotna.
W szczególności, gdy kogoś pokocha, nie może w pełni odwzajemnić uczucia, nie pozwala się fotografować. Aż do chwili gdy....

Nie będę opowiadała całego filmu. Warto go zobaczyć, na chwilę zastanowić się czy upływający czas nie ma na nas dobrego wpływu.

PS: Obsada - rewelacyjna!

poniedziałek, 18 maja 2015

Minęłam się z powołaniem?

Teoretycznie jestem umysłem ścisłym.
I z wykształcenia, i zawodowo - cyfry to moje królestwo.
Choć polonistka Balbina z LO mówiła, że większość matematyków to dobrzy humaniści.
Może coś w tym jest?

Pasji ostatnimi czasy mi nie brakuje, każda godzina jest zaplanowana do ostatniej minuty.

Czytam.
Książki lubię od dawna. Pierwsza, samodzielnie przeczytana - Rodzinny pstryk Ireny Landau.
Książki z historią w tle - ukierunkowałam się ostatnimi czasy ( a raczej ostatnimi przeczytanymi pozycjami). Cudowna Kamienica przy Kruczej, Ty jesteś imię moje, Niepokorne. Eliza (o tej książce już w piątek).

Prowadzenie tegoż oto bloga - może z przymrużeniem oka, bardziej dla siebie, ku pamięci (jak miło jest zobaczyć co robiłam rok temu!).
Potrzebowałabym wsparcia jakiegoś informatyka, żeby był ładniejszy.
Potrzebowałabym fotografa amatora do ładnych zdjęć. Ale jest jak jest - po mojemu.
Zdjęcia to nie wszystko.
No i będzie systematycznie - w każdy wtorek (dziś wyjątkowo - w poniedziałek) i piątek możecie oczekiwać nowych wpisów!

Programy kulinarne wciągnęły mnie od momentu pierwszego Top Chefa i powstania Kuchnia + (dlatego doskonale wiedziałam, że podana nam kaczka w mojej ulubionej knajpce była...przeciągnięta :) ).
A jak oglądam to i gotuję. I piekę. Dzieje się!

Teraz przyszedł czas na ćwiczenie umysłu i ruszenie się z kanapy.

Czym się fascynuję? To w następnych tygodniach. Bo może mi zapał umknąć.
Zdradzę tylko, że dziś zaczynam trzeci tydzień. I podoba mi się coraz bardziej.

Umysł?
W moim wieku (!) zapisałam się na naukę języka obcego. Tak od podstaw. Z nadzieją, że kiedyś się przyda, choć na tę chwilę marnie to widzę!

Tosia w dwa dni opanowała jazdę na dwóch kółkach, więc każdego dnia idziemy na półgodzinne przejażdżki. Teraz ćwiczy ruszanie i hamowanie.
Dodatkowo - zażyczyła sobie rolki.
Ponieważ ani ja, ani Małż nie jeździmy na tym ustrojstwie, trzeba było podjąć wyzwanie.
Cóż - ja jestem strachliwa. Długo potrwa nim uda mi się w tym trzymać równowagę.
A Małż? Założył w sklepie i... pojechał. Mistrz :)
Czyli ma kto dziecko uczyć.

Do tego wszystkiego pracuję na pełen etat, mam fioła na punkcie sprzątania i czystych okien.
A jeszcze większego - na punkcie zorganizowanego czasu.
Nie umiem siąść i spokojnie coś obejrzeć, nie umiem po pracy posadzić czterech liter przed TV i czekać na Klan, Jaka to melodia itp.
Każdy weekend musi być ogarnięty, zaplanowany....

Matka wariatka.

Dzień dobry, to ja :)


czwartek, 14 maja 2015

Muffiny.

Moje zrywy kulinarne są koszmarne.
Albo piekę i gotuję jak szalona, albo... kupuję pierogi i nic mi się nie chce.

Popołudnia, generalnie, spędzam na zajęciach typowej kury domowej (choć dla siebie muszę znaleźć pół godziny - o tym już niebawem).
Jak Małża nie ma - Tosię angażuję w pomoc i wszystkim wychodzi to na dobre.
Tak też było wczoraj.
Pozostało 15 minut do spotkania, więc zakasałam rękawy i śmig - pieczemy coś na szybko.
Muffiny z bananami każdy już chyba zna.
Skorzystałam z przepisu raspberries and cream z lekką modyfikacją i uzyskałam takie coś:



 Składniki:
100 g miękkiego  masła
2 jajka
175 g drobnego cukru
225 g maki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
około 50 ml mleka
2 bardzo dojrzałe banany, rozgniecione
opcjonalnie - mix owoców leśnych

Rozgniatamy banany.
Wszystkie powyższe składniki (poza owocami leśnymi) dodajemy do bananów i traktujemy to wszystko mikserem. Koniec naszej pracy! Jupi!
W tym czasie angażujemy dziecko do wyłożenia foremek papilotami i powkładania do tychże kilku owoców mrożonych (tak na marginesie - polecam mix z Lidla).



Pieczemy około 20-25 minut w 180 stopniach (powinny ładnie wyrosnąć).

Polewa:
łyżeczka masła
odrobina mleka
1/2-1 łyżeczki cukru pudru
1/2-1 łyżeczki kakao



Roztapiamy masło, dolewamy odrobinę mleka.
Rozpuszczamy w tym cukier i dokładamy kakao.
Redukujemy, mieszając energicznie by się nie przypaliło.

Na koniec, zachwyt murowany: Mamo, umiesz robić czekoladę :)


wtorek, 12 maja 2015

Jaki sport wybierasz?

Przeczytałam ostatnio,  że już co piąty Polak biega.
Koleżanka z pracy - aktywna w nordic walking.
Chodakowska nadal na tapecie u wielu koleżanek.
Znajomi znajomych - skałki, kajaki.
I mogłabym przytaczać przykładów wiele.
Fakt - ruszyliśmy się z kanap.

To na pewno bardzo dobre zmiany. Mamy większą świadomość, że brak ruchu nie jest dobry na dłuższą metę.
A daje wiele korzyści - od lepszego samopoczucia po poprawę sylwetki.

Weekendowe popołudnia, przy dobrej pogodzie, spędzamy na działce rodziców, tuż przy lesie.
Biegaczy, rowerzystów - mnóstwo.
Pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy - podział tychże na amatorów stylistów i pozostałych amatorów :)

A Ty, jesteś amatorem jakiego sportu?
A może już nie amatorem, a doświadczonym sportsmenem?

W sieci można znaleźć wiele planów treningowych, rozsądnych rozpisek ilości truchtu do marszu (by po 500 metrach płuc nie wypluć ) porad jak zacząć, kiedy i co robić by zapał nie minął.
To co, podejmujesz rękawicę?


piątek, 8 maja 2015

Warto mieć marzenia...

Sobota, wczesny ranek.
Po deszczowej nocy słońce mocno operuje promieniami, ptaki ćwierkają, pachnie spokojem.
Spokój to zapach dzieciństwa (wakacje w Nierodzimiu), wymieszany z odrobiną wilgoci, świerkami, trawą. To zapach z dodatkiem konwalii, bzu...

Wychodzę z domu, do ogrodu. Nie jest wielki, ale jest.
I taras - wszystko czego potrzebuję to kawa, kawałek ciasta drożdżowego.
Siadam.
Napawam się ciszą w tym zwierzęcym hałasie, spokojem.
Błogi spokój.
Książka, gazeta? Co kto woli.
W tej chwili wolę przymknąć oczy i cieszyć się tym co lubię najbardziej. Bezpieczeństwem.

Ciszę przerywa tupot małych stóp. Jednej pary? Dwóch?
Nie, cała trójka biega po kuchni.
W końcu tata nie siedzi już do późnych godzin wieczornych nad laptopem...
Gonią psa, wspólnie wybiegają na trawę, która każdego radośnie łaskocze w bose stópki.
Stopy dzieci są cudowne.
Zaczynają się krzyki radości, pytania o śniadanie, o to co dziś będziemy robić.
I mimo, że moja chwila odeszła w zapomnienie, cieszę się.
Śniadanie jemy razem, nie przy Wstajesz i wiesz tylko szturchając się zabawnie, podając sobie grzanki z dżemem.
Domową idyllę przerywa dzwonek....

...obudziłam się.
Tośka śpi z nogami na moim brzuchu - kiedy w nocy przyszła? Spałam jak zabita!
On już w łazience, już się szykuje do pracy.
Ostatnio nie wiem kiedy się kładzie - bo już śpię, ani kiedy wstaje - bo jeszcze śpię.
Ale wiem, że jak wstanę to uruchomi się kołowrotek koszmarnego pędu.
Szybkie śniadanie, obowiązkowo wiadomości, pogoda (W co się ubrać?), serwis młodocianej....

wtorek, 5 maja 2015

Ladies Night vs Kino na Obcasach i Drugi Hotel Marigold.

Trzy dni wolnego zleciały jak z bicza trzasnął.
Pogoda dobra, a przynajmniej nie najgorsza.
Odpoczynek zaczęłam już  w czwartek wieczorem, choć gdybym wiedziała, że wszystko potrwa tak długo - zastanowiłabym się nad pójściem.
Pierwszy raz skusiłam się na Ladies Night w Cinema City.
Czy lepsze niż multikinowe Kino na Obcasach?

W kilku kwestiach na pewno.
To, co przypadło mi do gustu to z pewnością sposób losowania nagród.
Nie ma wypełniania tysiąca ankiet jak w multikinie.
Przy kasie Pani wyjmuje karteczkę z numerem rzędu i miejsca jakie zakupujemy i wrzuca do koszyka - na losowanie.
Nagrody też fajniejsze, poza moją (!!!) były tygodniowe wejściówki do Pure Jatomi Fitness, zestawy kosmetyków, czy śliczne koszyki (Kasia, nie przejmuj się Maćkiem!)
I na tym zalety się kończą.
Godzina rozpoczęcia "zabawy" - 19:30. Ucieszyłam się, bo przekalkulowałam, że o 22 powinnam być w domu... Jakież było moje rozczarowanie, gdy cała otoczka przed filmowa skończyła się... po 1,5 godzinie!
W multikinie nie trwa to dłużej niż 45 minut!
Nim zaczął się film i przeleciały reklamy było dobrze po 21!

Pierwszej części Hotelu Marigold - nie widziałam.
Nie wiedziałam czego się spodziewać, a zwiastuny jak zawsze pokazywały tylko najfajniejsze sceny.
Generalnie - bardzo przypadła mi do gustu obsada, troszkę indyjskich tańców synchronicznych i... tyle.
Film  oceniam na słabe dst.

piątek, 1 maja 2015

Najlepsza wygrana ever !

Mam szczęście do loterii.

W miesięcznikach dla Pań udało mi się wygrać dużą ilość kosmetyków kolorowych (np. Bobby Brown), kosmetyków do pielęgnacji ciała (np. dr Eris) czy np. bon na dzień w SPA.
Najfajniejszą jednak do tej pory rzeczą jaką złowiłam są czarne, matowe HUNTERy.
Do wczoraj...

Często bywam na spotkaniach dla kobiet w kinach. Najczęściej "Kino na obcasach" w Multikinie. Wczoraj pierwszy raz odwiedziłam Cinema na "Ladies night", o różnicach i tym gdzie fajniej - w kolejnych postach.

Ale do rzeczy. Z wielu nagród jakie można było wygrać, mnie trafiła się najlepsza (subiektywnie, dla mnie): indywidualna konsultacja z osobistą stylistką z MINISTERSTWO WIZERUNKU!

W połowie miesiąca Pani skontaktuje się ze mną, by na spotkaniu zobaczyć moją szafę (trzeba uporządkować trochę jej zawartość :) ), sprawdzić jaki mam typ sylwetki (uuuu, będzie ciężko!), pasujące kolory itp...
Już nie mogę się doczekać!