wtorek, 24 stycznia 2017

(...)




... Atena walczy błyszczącą włócznią
Helena - nieobecna
Troja upadła
Parys nie poda złotego jabłka..
Ból.
To koniec marzeń .....

piątek, 13 stycznia 2017

Kobieta.

Zgodnie z piosenką diwy "... wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie...".
Tak - idealny opis nas samych.
Kobieta.
To nie tylko płeć.
To nie figura elipsy z cycami w rozmiarze DD.
To nie śliczna panienka myśląca tylko o swoim odbiciu w lustrze.

Kim dla mnie jest kobieta XXI wieku?

1. Kobieta waleczna.
Walczymy o siebie.
Pokazujemy naszym mężom, partnerom, że możemy więcej.
Wiem, nasz mózg jest tak dobrze skonstruowany, że wykonywanie kilku czynności w jednej chwili to pestka.
Niech no tylko przeciętny samiec spróbuje siedzieć w domu z dzieckiem, prasować, gotować i zabawiać?! I jeszcze zrobić manicure, spotkać się z przyjaciółka i obejrzeć dwa odcinki ulubionego serialu.
Niemożliwe!

2. Kobieta matka.
Dziecko - dla mnie to symbol scalenia.
Tylko... dziecko w sumie jest wspólną wypadkową.
To dlaczego, gdy dziecię chore - zostaje matka? Pomińmy na chwilę kwestie finansowe ("Zarób tyle co ja, to chętnie posiedzę", a gdy posiedzi dwa dni to możemy usłyszeć "Wolę iść do pracy").
Bo nawet jeśli mama jest tym złym policjantem co wyznacza granice, stawia warunki i nakazuje sprzątać - to do niej dziecię leci by się przytulić, by pobujać się na kolanach i to moje ulubione
"... masuj nózie...". Jak bym mogła nie masować!

A urlop macierzyński (piękne poczucie humoru... urlop!) - przemilczmy.

I to wspólne wychodzenie z domu. On sie wykąpie, wystroi, przygotuje...
A my? Siebie, dziecko i na koniec moje ulubione pytanie: Które skarpetki pasują?!

3. Kobieta żona.
Idąc tropem rodzinnym.
Każda z nas jako żona, partnerka chciałaby być na piedestale. Zawsze obiektem westchnień, zawsze piękna, uczesana, umalowana.
A ja bym czasem chciała ubrać się spokojnie, wybrać ciuchy przy świetle (nie zapalam bo T śpi), zdążyć pomalować rzęsy (inny make-up mnie już nie interesuje), spokojnie wybrać buty.
A później się okazuje, że od żółtej kurtki założyłam zielone spodnie i wyglądam trochę idiotycznie.

4. Kobieta samowystarczalna.





Taki banał - zakupy.
W soboty pojadę, załatwię, przyniosę świeże bułeczki....
Ale....tylko ja mam biegać po zakupy? Choć nie wiem co lepsze - wstać wcześniej i kupić co potrzeba, czy wysłać z listą do sklepu i pół godziny instruować przez telefon gdzie znajdzie nasz ulubiony makaron.
No i apogeum - zmywarka i pralka.
Jak to jest możliwe, że osoba, która z automatyką przemysłową jest na ty od lat, która monitoruje całe sieci profibus, wie co to profinet, profihab i inne profi boi się takiego nędznego sterownika jakim jest zmywarka czy pralka....
Nie do po my śle nia.








Moje drogie KOBIETY;
dla każdej z Was, która:
- boryka się z przeciwnościami losu,
- walczy o swoje zdrowie, życie,
- właśnie została świeżo upieczoną mamą,
- ma nadzieję, na lepsze jutro
w nas samych jest wielka siła!
Uwierzmy w to i nie poddawajmy się!

Ave!







zdjęcia ze strony: baba z wozu





poniedziałek, 9 stycznia 2017

1/52

Pierwszy tydzień Noweg Roku za nami.
Niestety, nie jest on dla nas zbyt łaskawy.
Problemy mnożą się jak przez pączkowanie.

Mam jednak nadzieję, że z częściowych kłopotów już wychodzimy na prostą.
Choć bywają dni, gdy ich ciężar mnie przygniata i wtedy jak Agnieszka Chylińska jestem królową łez...


Ale, ale... Nie mażemy się!
Na smutki najlepszy jest NOSPR.
Uwielbiam to miejsce miłością wielką i krystaliczną.
Niestety - bez wzajemności.
Dostać bilet na coś fajnego graniczy z cudem.
Jednak tym razem mi się udało - Koncert Noworoczny był mój.
Odstresowałam się. Wypoczęłam.
Tak! Mogę walczyć dalej!





niedziela, 1 stycznia 2017

365 białych kart.

365 nieznanych dni przed nami.
Każdy będzie tak piękny jak tylko o niego zadbamy.
Ważne, by nie zmarnować żadnej chwili, żadnej decyzji.

Wiem, że 2017 będzie i dla mnie piękny.
Plany są, marzenia też.
A to właśnie dzięki nim nasze życie i dążenia mają sens.

Żadne wyzwania nie wchodzą w grę.
Nie będę ćwiczyła z Chodakowską - jak zechcę to pójdę na rower, albo pobiegać (tzn potruchtać).
Nie przeczytam 52 książek w rok - przeczytam ile przeczytam i z nikim nie będę się ścigała.
Nie zaadoptuję pszczoły z Dżoaną Krupą, ale zjem miód.
Nie zdobędę żadnej Korony - ani gór, ani maratonów ani tym bardziej Miss.
Nie będę częścią  30-sto dniowych wyzwań - piękne pośladki, plank, brzuszki.

Jutro pierwszy z 52 tygodni.
I mimo, że tydzień pracy będzie liczył tylko 4 dni (dla mnie chyba jednak pięć), będzie bardzo intensywny.
W pracy - wypłaty, przygotowania do rocznych zestawień.
W domu - grypka najmłodszej, organizacja opieki, przygotowania do ferii.

Dlatego życzę każdemu z osobna - pozostań sobą, nie goń.
HOUK