piątek, 18 sierpnia 2017

Thassos #1, #2, #3 part II

Na specjalne życzenie kilku czytelników :)
uzupełniam poprzedni wpis o zdjęcia ...


Każdego roku wakacje zaczynają się od tego samego: sałatka grecka...


Oliwki.
Rosną wszędzie. Ale... to tu, na Thassos dopiero zaczęły mi smakować.
Ponoć rośnie tu jedyna w Grecji odmiana . I co ciekawe - oliwki nie są z beczki. Są suszone.




Codzienny zestaw ratunkowy: Mythos, drink i wysokie filtry.


Uwielbiam dryfować. Nie mam flaminga, ale kółko jeszcze z Albanii.





Jedna z plaż.
Tu - przy hotelu Paradise - 2,4 km od Astir Notos.


200 metrów dalej - Notos Beach.





Nasz hotel - Astir Notos 




środa, 16 sierpnia 2017

Thassos #1, #2, #3

(...) Legenda głosi, że Thassos wraz z Europą byli dziećmi Posejdona.
Europa zauroczyła Zeusa tak bardzo, że ten zapragnął ją uwieść.
Ponieważ Zeus był stryjem Europy, w dodatku mającym zatarg ze swym bratem, nie było to takie proste.
W grę wchodziło jedynie użycie sprytnego fortelu: Zeus zamienił się dla niepoznaki w białego byka, a Europę przemienił w krowę. Tymczasem Posejdon i tak odkrył podstęp. Kiedy dowiedział się o schadzce córki z Zeusem, rozwścieczony wygnał Europę i tak rozdzielono rodzeństwo.
Ta opowieść dość dobrze tłumaczy, dlaczego na Thassos można mieć wrażenie, że jest się z dala od Europy (...) *


Już trzy dni jesteśmy na tej pięknej, biało - zielonej wyspie.
Białej - bo słynie z wydobycia marmuru; zielonej - bo nawet teraz, końcem sierpnia - nadal jest zielono.

1. HOTEL
Nie ma się do czego przyczepić.
Pokoje de lux są bardzo de lux, jedzenie - rewelacja (w końcu miejsce gdzie nie przyprawiają wszystko jednymi ziołami), basen - bez zastrzeżeń - osobny dla naszych pokoi.
Przed tarasem mamy ogród. I trzeba było widzieć moje zaskoczenie gdy pierwszego ranka myślałam, że ktoś go zamiata. A tu niespodzianka - to zraszacze, dzięki którym jest tak zielono!
W ogrodzie wieczorem tuptaja jeże!

Niestety do morza ok 300 metrów, ale plaża mnie nie zachwyciła.
Jednak wystarczy podejść trochę wzdłuż brzegu, a już zmieniają się warunki.
2,5 km od hotelu jest NOTOS BEACH.
Strome zejście w dół wynagradza piękny widok.
I to morze... Piaszczyste dno, lazurowa woda, nic więcej do szczęścia nie potrzeba.


2. POTOS
do centrum mamy zaledwie 5 minut spacerem. Wiele tawern, sklepików, pamiątek.
I to pyszne jedzenie.
Zrywamy figi z drzew - nawet Tosi zasmakowały.
To tu pokochałam oliwki.
Są jakieś inne, suszone. Z każdej sałatki greckiej wyjadam je pierwsza.

Czym zachwyci nas Thassos?
Czy po pięknym Meganisi może nas coś jeszcze zaskoczyć?
Jutro kierunek stolica - Limenas (Thassos Town).



*z przewodnika po Thassos

czwartek, 10 sierpnia 2017

Co zrobić by wyglądać.

Wpadłam w wir myśli w jednym temacie.
Co zrobić, by wyglądać?!
By stracić na wadze, by choć trochę ta falbanka po cc zniknęła, by zakupy były frajdą, a nie wyszukiwaniem worków jutowych.

Ponieważ wyjazd już za tydzień, nie ma sensu kupować karnety open - poczekam do września.
I co wtedy?
Plan jest piękny (ciekawe jak się uda jego realizacja)...

1. Karnet open.

No dobra. Trzeba się przyznać samemu przed sobą - nic nie wywojuję bez fiku-miku.
Choć często mi się nie chce, choć brak sił - obiecałyśmy sobie z Anetą, że trzeba się gimnastykować.
Aspekty wizualne na pierwszym miejscu, ale pojawia się również temat zasiedzenia.
Po całym dniu w pracy bolą mnie plecy, mam zastałe nogi... Starość...
Dlatego - może uda się przynajmniej 2-3 razy w tygodniu śmigać.
Ponoć endorfiny podtrzymują chęci, ponoć...

2. BeBio

Miałam już swoją przygodę z dietetykiem - serdecznie pozdrawiam Panią Agnieszkę.
Moja waga jest bardzo oporna, więc i spadek szedł w żółwim tempie. Ale był...
Teraz - z racji braku możliwości biegania co tydzień na drugi koniec Gliwic na pomiary - zdecydowałam się wykupić dietę w BeBio.
I choć bardzo zmieniły się moje nawyki żywieniowe, choć nie uwielbiam już jak kiedyś świeżego chlebka, choć wolę jaglankę z owocami niż frankfurterki - muszę mieć wsparcie.
O tym - będzie osobno jak już kupię :)

3. Zabiegi na ciało

I tu mam pole do popisu. Od masaży czy drenaży na zabiegach specjalistycznych skończywszy.
Zobaczymy. Ale raz w tygodniu, czy raz na 10 dni powinno się udać..


4. Silna wola, silna wola, silna wola

I tu dochodzimy do sedna sprawy :)

W tym tyg to już ostatni wpis o byciu foką.
Od przyszłego tygodnia blog zmieni się w rodzaj pamiętnika.
Thassos - przybywamy! :)

czwartek, 3 sierpnia 2017

Marzenie...

Marzenia - sens życia....
Coś, do czego dążymy, co wyznacza nam ścieżki.
Coś co daje nam siły, radość, chęć do wstawania każdego poranka.

Marzeniem moim jest (na pierwszym miejscu?) -20 kg.
Marzeniem moim jest +20 kg.
Czyli wszystko pozostaje bez zmian...

W czwartki, czasami w środy, mam przesilenie tygodnia.
Budzę się wtedy jak głupia o 5 rano i nie mogę już spać.
Oczywiście nie pożytkuję tego czasu na jeden z licznych obowiązków.
Kawa, cisza w domu - tak, lubię te chwile...

Każdego miesiąca między pierwszym a dziesiątym mój stres osiąga apogeum.
Zakres obowiązków w pracy kumuluje się akurat na pierwsze dwa tygodnie nowego miesiąca.
I choć od 15 miesięcy jestem bardziej szczęśliwa zawodowo to stres robi swoje.

Nie będę rozpisywała się nad moimi obowiązkami - nie ma to znaczenia.
Ale właśnie podczas tych wczesnych, samotnych chwil nachodzi mnie myśl o własnym biznesie.
Wiem, że nie jest to łatwy kawałek chleba.
Wiem, że dużo zależy od szczęścia.
Wiem.

Ale pomarzyć można...
Co bym robiła?
Miałabym kawiarnię.
Z pysznymi home made bezami.
Z brownie ze śliwką czy sero-brownie z wiśniami.
I choć wiem, że noce bym zarywała - dało by mi to szczęście.
Chyba...
A może też tylko na chwilę?

Nie dowiem się dopóki nie spróbuję...

PS: Kasia - jak już poczytasz - nie wahaj się zostawić miłe słowo :)

czwartek, 27 lipca 2017

Malutkie, bardzo malutkie kroki...

Pozostało 17 dni...
Czekam na urlop jak na zbawienie.
Początki tego roku nie były łatwe, o nie.... jednak koniec może będzie lepszy, ciekawszy?
Przyda mi się porządny wypoczynek, leżakowanie na plaży, słoneczko...

... o to leżakowania na plaży głównie teraz chodzi.
Żadna z nas nie chce być foczką , waleniem, słoniem morskim na złotym piasku, czy śliskim kamieniu.
Jednak nie każda znaną fitness woman być może.
Mnie zdecydowanie bardziej do foki na skale niż Lewandowskiej na macie.
Bo nie ukrywam, że leżakowanie na macie straszliwie mnie nudzi...

Zdecydowałam - każdego dnia - aktywność fizyczna być musi.
Za dużo w moim życiu samochodu, za mało ruchu.
A to wiadomo co powoduje - otyłość brzuszną.
Ponieważ BMI wskazuje, że z nadwagi do otyłości daleko już nie mam - czas działać.

Odkurzyłam stare książki od Pani dietetyk, wyciągnęłam buty i.... zaczęłam "biegać".
Choć bieganie to w moim przypadku duże słowo: truchtam. Truchtam. Truchtam.
Przebiegam triumfalnie ponad TRZY kilometry - więcej nie jestem w stanie.
I się cieszę.
Cieszę się jak głupia, że jednak, że do przodu, że moje płuca dają radę.
W prawdzie biegam w cyklach: 500-700 m biegu, 200 m marszu by oddech wyregulować.
I o dziwo idzie!
Choć moja znajoma, bardziej wprawiona w tę zabawę, radzi by biegać wolniej (moje 3-3,5 km trwa około 25 minut), ale dłużej.
Wtedy mam większą pewność, że spalanie uaktywni się z tłuszczu, a nie tylko glukozy. Czy jakoś tak.
Dziś dzień resetu.
Będzie prasowanie, wiec już truchtem nie będę się wykańczać.
Ale jutro może wejdę w rytm 5 km w długim, wolnym marszobiegu....