piątek, 22 września 2017

If you want to ma­ke God laugh, tell him about your plans.

Trochę ponad trzy tygodnie temu wróciliśmy z wakacji.
Czasu pełnego luzu, spokoju, łapania równowagi.
Czasu, który minął bezpowrotnie.

Los jest totalnie przewrotny.
Dziś jesteśmy tu wszyscy, jutro już nas nie ma...

Powrót do domu z Thassos przebiegł spokojnie.
Udało się przed pójściem do pracy ogarnąć wszystko co ważne.
1 września rozpoczęliśmy rok szkolny, drugiego - urodziny Tosi.
Kolejny weekend pod znakiem pracy, wesela Marty i Wacława, wieczoru kawalerskiego szwagra.
Nadmiar pracy zaowocował kilkoma dniami wolnymi do wybrania.
Piękne plany dotyczące ogarnięcia rzeczywistości, poukładania tego co w chaosie.
Plany wspólnych, krótkich wyjazdów - z Tosią do Alele, z Rodzicami w Beskidy.

i?
I jeżeli chcesz rozśmieszyć Pana Boga - powiedz Mu o swoich planach....
Ciekawe czy śmiał się ze mnie w głos?
Cios.
Cios tak silny, że jeszcze z kolan się nie podniosłam.
I jeszcze wiele czasu na tych kolanach spędzę...

Los zabrał mi jedną z bliższych osób.
Zabrał mi sens najbliższych dni.
Zabrał nadzieję i radość. 
Zabrał chęć planowania i szykowania wspólnych chwil.

Pustka.
Ból.
I tak na zmianę.

I mimo, że każdego dnia wstaję, automatycznie robię Tosi śniadanie do szkoły, piorę, prasuję - nic nie jest takie jak sprzed tygodnia.
Bo jak może być takie samo, gdy siedzisz spokojnie w kinie, oglądasz przyjemny film, cieszysz się z zakupionej sukienki na wesele i dostajesz telefon, że Twój TATA zasłabł w pracy, żę reanimują go już pół godziny, że...
Reanimacja trwała godzinę.
Ból - do końca życia.

sobota, 26 sierpnia 2017

TRIP II: Limenaria, Ipsarion, Kastro, Theologos


22.08.2017
6 rano
burza
ulewa tak wielka, że nie wiedziałam jak pójdziemy na śniadanie...
Ponieważ mieliśmy jeszcze jeden dzień auto terenowe, decyzja była prosta - kierunek środek wyspy.

Trasa zaczęła się w Limenarii - zakupy :)
Skorupy kupione, a to najważniejsze!
Choć niebo nie zapowiadało niczego dobrego, pojechaliśmy.



Dalej - kierunek Ipsarion.
Przejechaliśmy jeszcze przez bardzo uroczą wioskę - Kastro. Żałowałam, że ciągle padało, bo widoki zachęcały do wyjścia z auta.






Wiemy jak Grecy są leniwi - na szczyt można wjechać (!)
Więc i my leniwi pojechaliśmy te 20 km...Widoki - piękne... Sami zobaczcie!
















A na koniec szybki spacer po Theologos - choć tam akurat to tylko piękne domki....



I dynie - uprawiane jak winogrona :)




czwartek, 24 sierpnia 2017

TRIP I: Aliki, Marble Beach, Giola




Thassos można objechać w ciągu jednego dnia.
Obwód wyspy to ok. 100 km, ale..
Podróżując po wschodniej stronie wyspy warto mieć auto terenowe, po zachodniej - wystarczy osobowe.

Pierwszy dzień - wschodnia część wyspy.
















1. Aliki
Miejsce godne polecenia.
Schodząc drogą w stronę plaży znajdziemy bramę wejściową do... innego świata.
Najpierw w gaju oliwnym znajdziemy pozostałości po dawnej osadzie, dalej ruiny świątyni z VII w p.n.e. - może już nie zbyt okazałe, ale to przez tsunami, które nawiedziły wyspę i IV w n.e.
Jednak to co najpiękniejsze zobaczymy obchodząc teren dookoła - dawne miejsca wydobycia marmuru.
Zobaczcie sami:











 w takim klimacie, moje włosy żyją własnym życiem









Widok jaki rozpościera się wokół plaży zachęca do powrotu w to miejsce.




2. Marble Beach.
Chyba najsłynniejsza plaża na wyspie.
Choć droga do niej jest bardzo ciężka, widzieliśmy wielu szaleńców  w autach osobowych z wysokich półek, pchających się drogą szutrową do tego rajskiego miejsca.











Niestety - o ile plaża jest piękna, otoczenie wszystko niszczy.
Od hałasu jaki tworzy pseudo DJ, ilości osób (dwa leżaki i parasol - 12 euro), poprzez szum, gwar, smród pseudo jedzenia.





fota z flamingiem obowiązkowa








woda i dno - fantastyczne!





jakie on ma szczęście, że ma taką FANTASTYCZNĄ żonę ;)





Postój w tym miejscu trochę nas wykończył, a droga w stronę Potos nie była krótka.
Postój na jedzenie.
Mimo, że dobra kuchnia, obsługa tak fatalna, że szkoda gadać.


3. Giola.
Miejsce, które zobaczymy jako pierwsze wpisując Thassos w google.
Naturalny basen oddzielony od morza skałami. Piękne, ale i niebezpieczne.
Cieszyłam się w duchu, że Tosia nie miała już sił tam iść i skakać.
W najgłębszym miejscu - ponoć 8 metrów. Ciężkie wyjście, fale napływające z morza - Grzegorz poszedł, ale ryzyko dość duże.
Na szczęście przed Giolą jest tawerna. My zostałyśmy na pyszny sok z arbuza (to nic, że w domu robię jej taki sam - w domu nie smakuje).