środa, 27 kwietnia 2016

#WSZYSTKOGRA ?!

Gra!
Wszystko albo prawie wszystko!
Wiosny nie widać.
Zimno i mokro jak w listopadzie!
Kwiecień już się kończy, a tym samym nowe na horyzoncie bliżej niż dalej.
Szczęśliwa? Chyba :)

Ale, ale... Jak co miesiąc - Kino na obcasach zapraszało na babski wieczór.
Tym razem: #WSZYSTKOGRA.




Obsada.
Uwielbiam Kingę Preis.
Jest dla mnie aktorką, która nie musi pchać się na afisze (choć ostatnio z Kotem się pcha... a i on przecież nie musiałby). Świetne, niezapomniane role (np. Komornik).
I taka charakterystyczna.  Piegi :)
W filmie - średnia. Nawet rzekłabym przeciętna.
Już znacznie więcej jej zdolności (i cynizmu!) jest w  Ojcu Mateuszu (gospodyni, Natalia Borowik).

Stanisława Celińska.
Jej nikomu przedstawiać nie potrzeba, prawda?
Wykonane przez nią "Tych lat nie odda nikt"  jest jedną z lepszych piosenek, które zasługuje na szczególną uwagę.

Młodziutkie pokolenie wschodzących gwiazd.
Fajne dziewczyny.
I takie zdolne!

Ale....
Szału nie było.
Miano musicalu nie pasuje do tego filmu.
Jest to zwykła produkcja (mało ambitna) z dużą ilością piosenek.
Inna forma - to z pewnością.


A moją wisienką na torcie była wygrana nagroda.
Może posucha z wygrywaniem w końcu poszła precz?




wtorek, 19 kwietnia 2016

Kwiecień plecień i... zamek.





"Życie!" - najbardziej cięta riposta na wszelkie problemy.
Życie ostatnio daje mi do wiwatu.
Daje, albo sama sobie biorę.
I nie radzę sobie z tym życiem.
Stres mnie je od środka...

A na stres najlepsze są podróże...

Tak jak sobie obiecałam - jeden weekend spędzamy poza domem.
Sami.
Ja, Pan Tata i Tosia.
(tym razem jeszcze ONI, dziękujemy - chcemy częściej!)














Niedziela.
Piękne słońce, temperatura szybko pnie się w górę.
Po deszczowym, niemal listopadowym tygodniu - cudowna odmiana.
Kierunek - Moszna.
I zamek.
Niczym z filmów Disneya...





Park - najpiękniejszy będzie "za chwilę", gdy zaczną kwitnąć rododendrony.
Tosia rozhulana na całego.
Ogarnąć jej się nie dało.
I to przyjemne zmęczenie na koniec dnia....
Oby częściej.
Oby więcej takich chwil.
Wspólnych.
Wesołych.



















poniedziałek, 11 kwietnia 2016

" [...] Małżeństwo zabija romantyzm [...]"

Kocham Grecję.
Za co?
Za jedzenie.
Za ciepło.
Za krajobrazy i zabytki.
Za lenistwo Greków.
Za brak pośpiechu.
Za to, że mi się nie nudzi i nie znudzi.

Po kolejnym odjechanym tygodniu (kiedy w końcu nadejdzie oczekiwany spokój?!), Ladies Night było odskocznią.
Pomijam oczywiście fakt, że rozlosowali "tysiąc" prezentów - wygrali wszyscy oprócz mnie.
Chyba definitywnie czas na wygrywanie się skończył.

Zmęczona zasiadłam z kawą w ręce by zobaczyć co słychać na greckim weselu (2).
Nie ważne, że nie pamiętałam pierwszej części.
Nie ważne, że było bardzo późno (a Pan od nagród przeciągnął wszystko o 1:45 godziny).
Liczyłam się JA, kawa i cisza.
Bez głupiego trajkotania nad uchem. Bez problemów (taką miałam nadzieję).

Film...
Jedni wychwalają, inni krytykują.
A ja? Zadowolona.
Lekko sentymentalnie.
Lekko z przestrogą na przyszłość.
I lekko nie było tak do końca.
Łza się zakręciła.
Śmiechu było trochę.
Ale najwięcej - rozmyślania.
Czy ja, mając jedno dziecko, też będę tak trzymać ją przy rodzinnej tradycji?
Czy będę chciała schować ją gdzieś blisko siebie, by mi "nie uciekła"?
Czy będę umiała stawić czoło gdy powie "Mamo, wyjeżdżam na uczelnię do Anglii/ Hiszpanii /Francji"?

Rodzina jako centrum życia
Tak - o tym jest ten film.
I ten piękny akcent angielsko-grecki :)
I naciąganie szyi do zdjęć (kto oglądał ten wie!)

I dwa najlepsze cytaty:

"Jak mąż?
Przeżyje. Żebym mogła go zabić!"
Skąd ja to znam!!

Oraz mądrość życiowa Cioci Voula:
"Oczy otwarte, uda zamknięte.
A w twoim wieku gdy uda otwarte to zamknij oczy".

Αντίο! [Andijo!]