wtorek, 29 września 2015

Praktykant.

Każdy dzień zaczyna się pośpiechem.
Bo muszę wyskoczyć po jarzyny na targ.
Bo muszę umyć włosy.
Bo muszę zrobić śniadanie, drugie śniadanie, obiad.
Bo muszę szybko ogarnąć dziecko.
Bo szybko musimy dziś wyjść.
Świecie, proszę. ZWOLNIJMY.
(Jedyne zwolnienie jakie znam to z pracy :)

Po całym dniu gonitwy, wieczorem zasłużony relaks.
Kolejne babskie kino.
Szłam ot tak, bez entuzjazmu.
Pomijając oczywiście fakt, że tak dawno nic nie wygrałam....

Jak miło zaskoczył mnie film...

"Praktykant" to przede wszystkim bardzo ciepła, spokojna i fajna rola Roberta de Niro.
Przystojny, 70-cio letni wdowiec, dostaje się na staż do firmy związanej z e-handlem.
Firma jak firma, sami młodzi ludzie.
Jednak starszy Pan na każdego pozytywnie wpłynie.
A już najbardziej na właścicielkę i swoją bezpośrednią przełożoną, którą gra Anne Hathaway.

Takich filmów mi trzeba.
Takich filmów chcę więcej!
Życiowych.
Spokojnych.
Normalnych.
Pięknych w swej prostocie.
I z piękną obsadą!
Poza de Niro jakże piękna - Rene Russo!
Dobre kino na jesienne wieczory.
Premiera już 2 października.

Wszelkie zwiastuny TU

piątek, 25 września 2015

Czy można jeść dobre rzeczy będąc na diecie?

Dieta.
Magiczne słowo towarzyszące mi od czasów liceum.
Dieta.
Coś co zaczynam cyklicznie i po tygodniu rzucam w kąt.
Dieta.
Nie - sposób na życie.

Niestety, nie zostałam obdarzona figurą TAP MADL.
Niestety...

Trzy tygodnie temu podjęłam kolejne wyzwanie.
Ale nie "na chwilę".
Nie.
Chcę coś zmienić.
I nie mam na myśli tylko wyglądu (choć to on jest głównym motorem zmian).
O spotkaniu z Panią Agnieszką, jej wytycznymi - innym razem.

Wiele zmian muszę wprowadzić do swojego dziennego żywienia, niejedna jest trudna.
Najtrudniejsza?
Na tę chwilę to obowiązkowa kolacja - czyli coś z czym pół życia walczyłam by się odzwyczaić.
A teraz od nowa - muszę się przyzwyczaić!

Najfajniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że jedzenie jest pyszne!
Wczorajsza kolacja:
  • 80 g piersi z indyka
  • 70 g winogron (na kolację!)
  • 40 g mieszanki sałat
  • 1 łyżeczka oliwy
  • sok z cytryny
  • pół łyżeczki musztardy
  • pieprz świeżo mielony
  • przyprawa do drobiu (ewentualnie własnej twórczości mix ziół)


Pierś z indyka doprawiamy ziołami i grillujemy na patelni teflonowej. Ostudzonego kroimy w kostkę.
Winogrona przekrawamy.
Do miski wkładamy mix sałat, indyka, winogrona.

Dresing: musztarda + pieprz + sok z cytryny.
Proste, a jakie dobre!

wtorek, 22 września 2015

Coś dla podniebienia...

 
Z czego najciężej zrezygnować?
Z cukru...
Niestety, heroina XXI wieku to rzecz, z którą staram się zerwać.
O ile przestałam już słodzić kawę, herbatę to nie potrafię wyrzec się czegoś słodkiego.
Odkąd jestem na diecie, nie jem słodyczy. A raczej staram się.
Ale jest to tak trudne, że raz w tygodniu muszę!
Najgorsze jak ktoś w pracy przyniesie ciasto - ono wręcz woła do mnie: "skosztuj"!

Podobnie było z ciastem ze śliwkami, które odkryłam na Moje Wypieki.

 
 Składniki:
- 125 g miękkiego masła
- 120 g cukru
- 2 jajka
- 180 g mąki pszennej
- 60 g mąki ziemniaczanej
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 90 g śmietany 18%
- 1 laska wanilii
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1 kg śliwki z dobrze odchodzącą pestką
 

 
 
 
 
 
Ucieramy masło z cukrem na puszystą masę.
Dodajemy po jednym jajku, każdorazowo ucierając do połączenia składników.
Mąkę pszenną, mąkę ziemniaczaną, cynamon i proszek do pieczenia przesiewamy i dodajemy na zmianę ze śmietaną.
Na koniec dorzucamy wanilię.

Przepołowione śliwki układamy na cieście (ma dość gęstą konsystencję).
Pieczemy około 50 minut w 170 st.

Moja modyfikacja:
- bardzo dobrze pasują do cista migdały. Wmieszanie w masę kilku łyżek migdałów w słupkach dobrze podkręca smak.
- lukier (w oryginalnym przepisie) lub cukier puder do posypania wierzchu.

piątek, 18 września 2015

Piątek / Sobota


Czekam cały tydzień.
Na piątkowy wieczór, kiedy to zasiądę z Panem Mężem przed TV, z lampką wina w dłoni, oglądając jakieś bzdury, tuląc Tosiaka do spania. Później czas na książkę i odpoczynek do10-tej rano kolejnego dnia....

Przychodzi ten upragniony dzień i co?
O 6 rano już robię zakupy na targu, by zdążyć z przygotowaniem śniadania, przyszykowaniem siebie, Młodej. By w tempie ekspresowym wybiec z domu do przedszkola i dalej, na autobus. Z tego pośpiechu jeszcze będzie spięcie, że za wolno ONA myje zęby, że szybko musimy się uczesać...
Powrót po 17.
I nie wiem, czy sprzątać, ogarniać, czy iść na spacer.
Jak wybiorę jedno - mam wyrzuty, że Tosia znów bawi się sama; jak pójdziemy na spacer - mam wyrzuty, że w mieszkaniu bałagan.
A wieczorem... Nie jestem w stanie wysiedzieć do 22... Za krótka ta dobra, za krótka!
I po co to wszystko?
Gdzie spokój, harmonia?

Coraz częściej myślę, że mogłabym pracować na pół etatu...
Bo co z tego, że spełniam się zawodowo, jak mam wyrzuty, że zaniedbuję dom, dziecko...
Pan Mąż ciągle zajęty, w delegacjach, szkoleniach itp.

Po ostatnim weekendzie w Górkach, marzy mi się domek.
Niedaleko, ot do godziny drogi z domu.
Tak, by w piątek o 17 wsiąść w auto, zabrać trochę rzeczy i uciec.
Od pośpiechu, zgiełku, ciągłej szarpaniny z samym sobą.

I wstać wtedy w sobotni ranek nawet o 6, zaparzyć kawę (już bez cukru!), owinąć się szlafrokiem i grzać ręce na kubku, siedząc na tarasie z widokiem na góry.
Tośka niech biega boso po trawie, G niech odsapnie.
Każdemu z nas przydałby się taki czas.


wtorek, 15 września 2015

Chlebowa Chata - Górki Małe.



Organizacja urodzin dla dziecka wymaga od rodziców nie lada wyobraźni.
Nie jest problemem zabrać gromadkę do figlo-raju na trzy godziny, gdzie pod okiem animatora dzieci są zabawiane, a rodzice znudzeni siedzą w kąciku z telefonem w ręce.





Ponieważ Tosia urodziła się w tej części roku, gdzie zabawy dla dzieci można organizować na dworze (lub po krakowsku - na polu) - korzystam z tego.
W zeszłym roku bawiliśmy się tutaj.
W tym roku - CHLEBOWA CHATA w Górkach Małych.











Stare drewniane chaty, skanseny dawnej wsi, gdzie można uczestniczyć w ubijaniu masła, mieleniu zboża na żarnach, osiewać mąkę, posłuchać ciekawych opowieści o życiu i zwyczajach pszczół, własnoręcznie przygotować podpłomyki i... uczestniczyć w ich konsumpcji wraz z dodatkami przyniesionymi przez właścicieli.
Trzy godziny atrakcji dla dzieci (i dorosłych).

Piękne miejsce!
 












Po zakończeniu części oficjalnej, zaplanowane było ognisko.
Ziemniaki z popiołu, kiełbaska własnoręcznie upieczona, ciasta, śmiechu po pachy, wyprawa nad rzekę po ryby i najlepsze - zjazdy na tyłku z małej skarpy...
Umorusani, wybawieni zakończyliśmy dzień po 20...
Warto!




 

wtorek, 8 września 2015

Ot, tak sobie...cz.II

Nie da się ukryć, mam braki w postach.
Czy jest jednak sens rozczulać się nad jakimś mało ważnym tematem?

Ten tydzień upłynie głównie na przygotowaniach do drugiej imprezy urodzinowej dla Tosi.
Gdzie? Na pewno nie w ALELE.
Małż stwierdził, że są za bardzo rozpieszczeni.
Ceny zaczynają powalać (np. miejsce na ognisko + drzewo - 150 zł + wszystkie koszty wstępów).

Dlatego zdecydowaliśmy się na miejsce trochę bardziej oddalone, ale za to niezależne od pogody.
I ognisko też będzie.
I ziemniaki z popiołu...

Gotowanie....
Miałam tyle fajnych przepisów na sałatki letnie.
Ale lato minęło...
Dynie trzeba "odświeżyć".
Chociaż, przy moim obecnym wyzwaniu (tak, znów wyzwanie...) muszę ograniczyć się do wyznaczonych ścieżek.

Coś pysznego, co ostatnio jadłam?
Arbuz + feta + łyżeczka oliwy + kilka listków mięty drobno posiekanych.




środa, 2 września 2015

Ot, tak sobie...

Dwusetny post.
Miałam tyle pomysłów na niego.
Miałam.
Od powrotu z wakacji nie umiem się ogarnąć, problemy się mnożą i rosną, rosną, rosną.

Wiadomo, że po każdym lepszym czasie musi przyjść i ten gorszy - żeby była równowaga w przyrodzie.
Tylko po co?




Dziś mam prawdziwy powód do radości.
Pięć lat temu, o tej porze, leżakowałam sobie na łóżku nie czując nóg po znieczuleniu.
A ONA leżała w inkubatorze.
Ale tylko chwilkę, by dogrzać te 2 kilo szczęścia.
Wyrosła.
Wydoroślała.
Pyskuje!

Ale prawdziwe uczucia, takie niewymuszone, szczere i FOREVER można mieć tylko wobec własnego dziecka.






Nadal czytam.
Za parę dni kolejne recenzje.
Znów jeżdżę autobusami więc jest gdzie przykleić się do książki!

Spektakularne jedzenie mi nie wychodzi.
Poza tym, po co się starać, gdy najlepsze są schabowe.
Ale już niedługo i schabowe nie będą gościły w menu.
Rewolucje w rodzinie K. czas zacząć!
Na Tosiaka urodziny zrobiłam sernik jagodowy z Moje wypieki.
Dobry.
I jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego koloru ciasta....

Mimo, że dziś ani nie wtorek, ani nie piątek - post jest.
Mam cichą nadzieję, że będą i kolejne...