poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Noworoczne postanowienia.

Nowy rok - szkolno-przedszkolny - tuż, tuż...

A jak nowy rok to i postanowienia!

Wszelkie postanowienia każda z nas robi z nowym rokiem kalendarzowym.
A ja - z nowym rokiem szkolnym!
Po co czekać do stycznia :)
Postanowień za dużo nie będzie, bo im więcej tym trudniej wytrwać.

1. JĘZYKI OBCE.

Zmiana miejsca pracy spowodowała zmianę podejścia do inwestowania w siebie.
W poprzedniej firmie niby język obcy był wymagany, jednak nigdy nie wykorzystywany (w moim przypadku).
No i mobilizowana byłam przez niektórych w dość wyrafinowany sposób: "W tym wieku to już się nie nauczysz!"
Nie?! Zobaczymy!

Nowe miejsce wymaga ode mnie przełamania barier w kontaktach biznesowych.
O ile angielski w kontekście biznesowym nie jest wielkim wyzwaniem(ale jest!) - o tyle niemiecki już tak :)
Dwie godziny zajęć w tygodniu (na całe szczęście w godzinach pracy!) to nie lada wyzwanie dla każdej matki.
I nie mam na myśli tylko nauki.
Nie mniej mam zamiar dobrze się wkręcić i udowodnić - przede wszystkim sobie! - że wiek do nauki języków ma się nijak!

2. I ZNÓW WAGA...

Dokładnie rok temu zaczęłam moją przygodę z Panią Agnieszką.
Fajna przygoda, która wiele mnie nauczyła.
Pokora i wytrwałość to główne cechy, które muszą mi towarzyszyć każdego dnia.
W ciągu kilku miesięcy udało mi się ładnie schudnąć, a później przyszło lato i wszystko poszło z dymem (choć tu inne określenie lepiej by pasowało :) ).
Lody, grillowe imprezy, drinki, mohito (aaa!), musaka spowodowały wzrost tego, co z wielkim trudem się utraciło.
No i dojazdy.
Do końca maja korzystałam głównie z komunikacji miejskiej.
Czyli jak łatwo się domyślić - często szłam piechotą.
A teraz?
Dojazdy samochodem to dodatkowe 2 kg na plusie.
I co ja mam zrobić?
Powrót do moich książek z rozpiskami obowiązkowy!
PS: już nie jest tak ciężko jak rok temu!


Noworocznych postanowień - wystarczy.
Biorąc pod uwagę ile jeszcze będę miała obowiązków domowo-zawodowych, zdecydowanie wystarczy!
Bo przecież trzeba mieć jeszcze czas na drobne przyjemności...

środa, 24 sierpnia 2016

KOLEŻANKA

Od kilku lat nie używam słowa przyjaciółka.
Mam bliższe i dalsze koleżanki.
Bliższe - to te, którym mogę się zwierzyć z każdego problemu, obgadać męża jak mnie wkurzy czy poplotkować o kolorach torebek :)
A dalsze... Cóż, niby są, ale tak jak by ich nie było.

Dlaczego przyjaciółka nie króluje w moim słowniku?
A no dlatego, że zdarzyło się kilka razy rozczarować.
O ile rozczarowanie w szkole średniej spowodowane było facetem - matko, co za bzdura! - o tyle kolejne rany były/są już dużo głębsze.

A ja mam "złe" nastawienie.
Bo jak się przyjaźnię, to na 110 procent.
Jestem na każde skinienie, zawsze pomogę, ale chciałabym oczekiwać tego samego.
Dlatego wychamowałam.
Nie warto zawsze i dla każdego się poświęcać.
W szczególności dla tych, którzy to mają w nosie.

Dawno temu miałam przyjaciółkę.
Taką na każdą pogodę, na każdy problem, na każde wakacje.
Spędzałyśmy razem wiele czasu, mimo, że dzieliło nas "kilka" kilometrów.
Najfajniejsze w tej całej znajomości było to, że pisałyśmy do siebie listy!
Tak młodzieży - listy.
Przyniesione przez listonosza.
Ze znaczkiem.
W kopercie, którą starannie wybierało się w sklepie papierniczym.
Taki relikt przeszłości.

Cóż - znajomość skończyła się po kilkunastu latach.
I w sumie dobrze, że się tak stało - bo jeżeli mamy robić cos na siłę - odpuśćmy.

Tego odpuszczania musze się jeszcze uczyć...


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

A miało mnie tu już nie być....

Koszyk miał być zamknięty.
Zdecydowanie.
Definitywnie.


Życie nabiera takiego tempa, że nie mam sił na pisanie.
Sił. Chęci. Tematów.

Lato. W sumie to już jesień.
Wakacje stały się mglistym wspomnieniem.
Jedyne, co pozostało, to wywołanie zdjęć by było czym się napawać jak przyjdzie pora deszczowa.
Dobija mnie, że o 20:15 robi się już ciemno.
I choć lubię jesień - bo zawsze w góry jedziemy, a ja kocham Beskidy - to jakoś mi smutno.
Długie pół roku czekam na ciepłe wieczory, długie dni, wysyp owoców.

Ciepłych wieczorów nie odnotowałam.
Na Meganisi były upalne.
A w Polsce - może za mało wychodziłam wieczorami?!

Szykujemy się na wrzesień.
Urodziny Tosi.
To już 6 lat...
I co kupić w prezencie?
Urodziny będą dla najbliższych.
I obowiązkowo dla koleżanek. Ale też Piotrka i Kubę musimy zaprosić :)
Szaleństwo!

To co, zaczynamy?