niedziela, 30 października 2016

Szczęśliwa trzynastka i półmetek.

Półmetek!
Króciutkie podsumowanie i spostrzeżenia:
- siedzenie w domu nie sprzyja trzymaniu się ustalonych godzin spożywania posiłków, robieniu ekstra jedzenia tylko dla siebie (wniosek: dobrze, że wracam do pracy);
- jak już minie tydzień bez cukierków, czekoladek i ciastek - da się żyć (chociaż najtrudniej jest zawsze po obiedzie);
- łatwo oszukać organizm (głowę?), która domaga się słodkiego - kawa dobra na wszystko! Tym sposobem dochodzę do czterech dziennie!
- nie wydaje mi się, żeby waga ruszyła w dół;
- plank - da się! Ale robienie dnia przerwy jest jak krok do tyłu (w jeden dzień robię 80 sekund, ale po dniu przerwy - ledwo 60!);
- nie będzie efektów bez fiku-miku.

To takie półmetkowe podsumowania.

Do mojej kuchni zaprosiłam... Nasiona CHIA!
Przeczytałam ostatnio u Kingi Paruzel ile to maleństwo ma wartości!
Namoczone w mleku kokosowym z odrobiną cukru (następnym razem i z tego frykasu zrezygnuję) czekają na konsumpcję.

Od jutra - trzeci tydzień!

piątek, 28 października 2016

# day 10 & # day 11 & # day 12 wyzwanie - mniejsze ubranie

Siedzenie w domu niszczy każdy plan.
Mimo, że słodycze nadal mam w odstawce, z dietą jako taką jest różnie.
Wczoraj na obiad - placki ziemniaczane... Dietetyczne jak się patrzy (bo koperek dodałam ;))!

Jednak najbardziej dumna jestem z planku:
# day 10:
rano 70 sekund
wieczorem - 80 (!!!) sekund
Ciekawi mnie tylko - czy da to jakiś efekt?
Jest tu ktoś, kto deskę praktykuje? Po jakim czasie jakieś efekty?
A ponieważ nie może być za dobrze, # day 11 - przerwa, # day 12 - tylko 60 sekund.
Przerwy i w tym wyzwaniu nie wychodzą mi na dobre.

Cóż, teraz drugi weekend.
O ile wiem, że z pokusami na słodkie sobie poradzę, o tyle z jedzeniem może być różnie.
I mam ochotę na szklankę Coli!
No, może pół!

Houk!

wtorek, 25 października 2016

# 9 day - Wyzwanie - mniejsze ubranie

Dziś sukces.

Plank: dwa razy po .... 70 sekund!
Niech moc będzie ze mną.

Siły regeneruję, słodyczy unikam.
Myślę, że jak przeziębienie pójdzie w cholerę to może Chodaka wyciągnę.. Może, nie obiecuję.

Chyba, że któraś z Was zna jakieś fajnie, nie nudne i nie trudne zestawy? Bo ja znam tylko Mel B i Ewę Ch.

HOUK.

poniedziałek, 24 października 2016

# 8 day - wyzwanie - mniejsze ubranie

Czas leci nieubłaganie.
Akurat tu Ewa Ch ma rację - miesiąc, rok przeminie, a mój wysiłek będzie wynagrodzony (wierzę w to!).

Grypa rozłożyła mnie na łopatki.
A dieta nie jest dobrym rozwiązaniem dla chorych.
Siedzę w domu, jak nie mam gorączki to chodzą za mną słodycze... tak bardzo!
Jednak gdy pomyślę, że już 7 dni za mną bez ciasteczek, cukierasków to szkoda mi zaczynać odliczanie od nowa.

Dziś posiłki były beznadziejne: bułeczka z szynką, jakaś mała porcja makaronu z sosem pomidorowym (bo sił na ekstra gotowanie nie mam) i tost na kolację.
Słodyczy udało się uniknąć.
Może jutro, jak leki zaczną działać, wszystko wróci do normy.

Plank:
od tego tygodnia wprowadzam zmiany: dwa razy w ciągu dnia, po tyle samo sekund.
Ponieważ w sobotę udało mi się wytrzymać już 60 sekund to jest to czas wyjściowy.
Ale choroba robi swoje.
Rano - 40 sekund, wieczorem - 55 sekund.
Jutro próbujemy znów.

I zacznę wrzucać ciekawsze przepisy ze zdjęciami.

# day 6 & # day 7 - wyzwanie - mniejsze ubranie.

Weekend za mną.
Ciężko było.

Sobota :
- posiłki były prawie zbilansowane. Prawie, ponieważ na obiad zjadłam McChickena. Grzech straszny, ale wybaczalny :)
Bułka była bez dodatków, do kolacji nic już nie zjadłam....
Były jeszcze lody - ale na spółkę z Tosią.
Tyle grzechów.
Plank - 60 sekund.

Niedziela:
- nawet obiad u Mamy był super! Gołąbki - udało się ograniczyć do połowy porcji.
Słodyczy zero.
Jest moc!
Plank - 0 sekund.
Powód - 38 st gorączki.
I pewnie dziś dostanę pierwsze L4 w nowej pracy...

Nadchodzący tydzień z grypą spędzę.
Najfajniejsze, że nadgonię zaległości w czytaniu.
Najgorsze, że pewnie gotować mi się nie będzie chciało...
Zobaczymy.
Trzymajcie kciuki!

piątek, 21 października 2016

# day 4 & # day 5 wyzwanie - mniejsze ubranie.

Pięć dni za mną.
Pięć szybkich dni.
Pięć dni ze zdrowym jedzeniem (choć dziś i wczoraj tylko kanapka na obiad).
# 4 Plank - przerwa.
# 5 Plank - 50 sekund!
Po tych 50 sekundach pierwszy raz - zmęczyłam się!

Jedzenie:
Grzechów nie było.
Choć... Jeden podwieczorek (czwartek), zamieniłam na 2 gałki lodów.
Po pierwsze - żeby się chciało "ładnie" wszystko prowadzić - trzeba mieć też małą przyjemność.
No i po drugie - wiedziałam, że tego dnia wszystko się rozejdzie czasowo - zebranie w przedszkolu, spotkanie, lekarz...
Czuję się rozgrzeszona.

Silna wola nadal jest.
Pokus brak, ale teraz dopiero będzie pod górkę!
Weekend przed nami.
A jak wiemy - weekend to brak ustalonych godzin posiłków (bo wstaję później i śniadania  nie muszę jeść o 7!), bo obiad nie zawsze jest o 13.... No i czas wolny, który generuje tysiące pokus...
Ok, weekend - nadchodzę! :)

środa, 19 października 2016

# day 3 Wyzwanie - mniejsze ubranie

Z każdej strony pokusy.
Z każdej czyha niebezpieczeństwo i silna wola wystawiona jest na sprawdzian.

Ale - mam ją!
Ma silną wolę!
Te chwile zaraz po obiedzie, gdy jedno czego pragnę to czekoladka.... Walczę jak się da.
Oszukuję pijąc kawę.
Walczę!

A dziś:
Z pięciu posiłków jakie spożyłam, chętnie podpowiem Wam fit obiad.
Sposób przygotowania mięsa - Pani Agnieszka :)

40 g kaszy jęczmiennej gotujemy jak zawsze.
100 g fileta z indyka kroimy na małe kawałki.
W słoiczku / pudełku / woreczku przygotowujemy 1 łyżkę octu balsamicznego + 1 ząbek czosnku + sól + pieprz.
W takiej marynacie moczymy kuraka (najlepiej zamknąć pudełko i trochę nim wstrząsnąć).
Na łyżce oliwy smażymy mięso, do tego dodaję kaszę i koperek (do smaku).
Podajemy z dowolną sałatką (u mnie sałata + pomidor + 1 łyżka kukurydzy).

Bardzo treściwe!

Ruch:
jak zawsze - za dużo rzeczy do zrobienia wieczorem.
Plank: 40 sekund.

Dzień trzeci - done!

wtorek, 18 października 2016

# day 2 # Wyzwanie - mniejsze ubranie

Jeszcze jest dobrze, jeszcze walczę ze smokiem...
Choć wszędzie czyha niebezpieczeństwo.
Kolega przyniósł ciasto do pracy.... ślinka poleciała - ale się powstrzymałam. Zwyciężyłam!

I i II śniadanie ok, obiad lekki w porcji 40 g kaszy - poszło gładko.
Poszukałam przepisy fit (Kinga Paruzel) na podwieczorek i kolację, zmniejszyłam ilość i:

1. Podwieczorek
1 jabłko
kubek jogurtu naturalnego + trochę mleka
1 jajko
1 łyżka brązowego cukru
1/2 łyżki oliwy
1 szklanka mąki pełnoziarnistej
szczypta soli

racuszki :)
Spałaszowane 3 sztuki z łyżeczką powideł śliwkowych.

2. Kolacja:
80 g łososia wędzonego
2-3 liście sałaty
20 g komosy
pestki dyni - prażone.

Sałatka z dobrym dresingiem gotowa. Pyszna!

No i przejdźmy do ulubionego tematu - ruch.

Plank - 40 sekund.
Drżenie mięśni spowitych tłuszczem przechodzi płynnie w lekkie napięcie tychże, ale dopiero po 15 sekundach.
Miała być jeszcze Ewa Ch. ale nie przesadzajmy.

Generalnie - dzień drugi uznany za udany
Trzymajcie dalej kciuki!

poniedziałek, 17 października 2016

# day 1 # Wyzwanie mniejsze ubranie

Pierwszy dzień jest najłatwiejszy.
Człowiek niesiony na skrzydłach nadziei, że jeszcze tylko xx dni i będzie piękny, zgrabny i szczęśliwy.
Może i będzie.
Ale nic łatwo nie przychodzi.

Wszystko poszło zgodnie z planem.
5 posiłków zgodnych z wytycznymi Pani Agnieszki.
I nawet czwarty i piąty się udał!

Plank - na dzień dobry 35 sekund.
Jest dobrze!

Popijając ostatnią kawę - mogę być z siebie dumna!

niedziela, 16 października 2016

Wyzwanie - mniejsze ubranie!

Wyzwanie - 28 dni rozsądku, wytrwałości, trzymania się wyznaczonych zasad.

Co dwa dni będę pisała o diecie, ruchu, czy udało się utrzymać, co stanowi problem i kiedy nadejdzie kryzys.

Przez 28 dni NIE będę się ważyła (robię to codziennie i codziennie się załamuję!).

Po tym czasie - mierzenie i ważenie!

Co się będzie działo:

1. to co najtrudniejsze:
zero cukru! Oczywiście tego najgorszego - słodyczy, słodkich trunków (choć za tym akurat nie przepadam - będzie łatwiej).

2. więcej wody!
akurat zimą nie jest to dla mnie oczywiste. Zimno, ciemno - wolę kawę, herbatkę.

3. jedz mądrze!
Przepisy Pani Agi są, królują.
Ale - największym problemem jest czwarty posiłek (muszę nad nim popracować) oraz weekendy (posiłki poza miastem, inny rytm dnia)

4. fiku-miku!!!!
no i tu będzie pole do popisu.
Nie ma co przesadzać z treningami 6 razy w tygodniu.
Spokojnie.
Czyli: 28 dni planka oraz.... 3 dni w tygodniu z domowymi ćwiczeniami (np.Ewa Ch, Mel B itp).

To co, ja startuję jutro, a TY?

piątek, 14 października 2016

Pięć razy.... i ciastka!

Piąty raz podchodzę do tego posta.
Pięć razy zmieniałam jego treść.
Pewnie dlatego, że żaden temat, który chciałam tu poruszyć, zostawić, nie był na tyle interesujący....

1. Może być o porządkach.
Porządki w życiu. Porządki w telefonie, na skrzynce mailowej czy FB.
Zrobiłam - i co z tego?
Ci co się nie odzywali i tak nie zauważyli tego, że ich "wyrzuciłam", a Ci co się kontaktują - to wiadomo - bez zmian.

2. Może być o zazdrości.
Zazdrość - ale tylko ta pozytywna.
Też i o tym chciałam pisać.
Nie zazdroszczę kasy, posady, funkcji.
Cichutko zazdroszczę odwagi (choć i sama odważna bywam - pracę zmieniłam po jednej rozmowie), zazdroszczę tak po matczynemu maleńkich dzieci (choć to temat na kiedy indziej).

3. Może być o wyzwaniu.
Wyzwanie - miesiąc deski (plank), miesiąc bez cukru, miesiąc z Chodakiem. Ale ileż można o dietach i odchudzaniu. Nudne.

4. Może być o książkach / filmach.
Książki czytają się szybciej lub wolniej.
Mam wszystkie te, które są kontynuacją moich ulubionych.
Seriale? Oglądam. Chirurdzy teraz rządzą.
O! I w kinie byłam. Na "Dziewczyna z pociągu".
Nie lubię tego rodzaju filmów.
Ale ten - polecam. Fajny, ciekawy, trzymający w napięciu (ale nie takim, że paznokcie obgryzam).

I żeby dobrze zakończyć ten szybki pościk.
Ciasteczka!!!
A wiadomo jak kochamy ciasteczka.
Ciasteczka owsiane, pyszne, idealnie słodkie, rewelacja dla dzieci do śniadaniówek.
Oczywiście, sama ich nie wymyśliłam, jedynie zmodyfikowałam.
Źródło: White Plate.

Przepis:
  • 1 i 2/3 szklanki mąki pszennej
  • 1,5 szklanki płatków owsianych (nie błyskawicznych)
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 200 g zimnego masła, pokrojonego w kostkę
  • 3/4 szklanki cukru trzcinowego
  • 2 małe jajka
  • nasiona wanilii z jednej laski
  • 2-3 łyżki kokosu (opcjonalnie)
  • garść rodzynek
  • 1-2 łyżki nasion sezamu
  • (można użyć wszelkie suszone owoce, czekoladę itp)

Wszystkie składniki połączyć razem (jeżeli dodajemy czekoladę - najpierw ją siekamy).
Formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i spłaszczamy (ja za mało spłaszczałam i wyszły bardziej jak kokosanki niż ciastka owsiane w kawiarniach).
Pieczemy około 12 minut w 180 stopniach.