wtorek, 30 grudnia 2014

Była Bogusia, jest i Adela i Lidka!

Tyle miałam pomysłów na posty świąteczne...
Wszystko legło w gruzach, porządki przed świąteczne odbiły się mocno na zdrowiu (jak będę znów chciała myć okna w taką pogodę - niech mnie ktoś kopnie!) i ten fajny czas przeleżałam.
Bonusy takiej sytuacji były dwa: wyspałam się za wszystkie czasy i... nadrobiłam zaległości w czytaniu.
W trzy dni przeczytałam dwie, koleje części bardzo fajnej trylogii o Pani Niespodziance.



O Bogusi, bohaterce pierwszej części pisałam TU.
Zaczynając drugą część, nie spodziewałam się, że wątek Potockich, o którym wspominałam, rzeczywiście zostanie tak fajnie rozwinięty.
Tym razem poznajemy Adelę, kobietę energiczną, nie znającą obojętności wobec problemów przyjaciół, ale i cyniczną, bezwzględną wobec mężczyzn. Niespełniona, młodzieńcza miłość odbiła się na życiu Adeli, na jej dalszych losach.
Kiedy choroba zagląda w oczy naszej bohaterce, gdy wszystko zaczyna tracić sens - sprawdza się przysłowie, kogo poznajemy w biedzie. W ten sposób Adela dostrzega miłość Jana Janeczka, dwójkę dzieci, które adoptują...
Epilog, podobnie jak u Bogusi, pozostawił fantastyczną furtkę wyobraźni. I z jeszcze większą chęcią sięgnęłam po trzecią część Sklepiku z Niespodzianką.Lidka.
Lidka zafascynowała mnie już na samym początku, jej historia, miłość do niepełnosprawnego umysłowo brata, niespełnione macierzyństwo....

Oj wiele się działo u bohaterek sklepiku. Szybko przyszło mi się z nimi rozstać i pozostał pewien niedosyt, bo cała trójka wspierana była jeszcze Konstancją tap madl oraz Stasią. I po historię tej ostatniej z wielką przyjemnością bym sięgnęła.





niedziela, 21 grudnia 2014

Ostatni weekend przed Świętami....

...zawsze jest bardzo pracowity.
Tak jak i cały tydzień poprzedzający. Każdego dnia po pracy sprzątałam jedno pomieszczenie + mycie okna, co przepłaciłam znów przeziębieniem.

Wczoraj przyszedł czas na salon i ostateczne wykończenia z ubieraniem choinki.
Efekt - bardzo przyjemny.
Nagrodą za trudy był dzisiejszy dzień - odwiedziny u Przyjacół w Woli Filipowskiej (koło Krakowa). Atrakcje - bardzo fajne i dla dużych i dla małych: Muzeum przyrodnicze płazów i gadów.
Sami zobaczcie!





Cudowne minerały, kamienie, skamieniałości.






I żywe zwierzęta:





I wiele, wiele innych.
A później wykorzystaliśmy bliskość rynku i poszliśmy na jarmark...


Bez porównania z tym co się dzieje na gliwickim rynku.
Wśród wielu rzeczy - począwszy od rękodzieła po wiele produktów spożywczych wypatrzyłam takie cudeńko:


Reasumując - bardzo przyjemnie rozpoczęłam świąteczny urlop!


piątek, 19 grudnia 2014

Sklepik z niespodzianką.

Pożyczyłam od koleżanki stosik książek, tak jak bym sama na swojej półce nie miała co czytać.
Wśród książek, które tam się znajdują, jedna już  poszła w zapomnienie (o, ta właśnie ),a kolejne dobieram wedle uznania.
I właśnie tak, przez przypadek i miłość do polskich autorów, trafiłam na
"Sklepik z niespodzianką. Lidka".
Książka zaczęła się bardzo interesująco... Tak bardzo, że pożyczyłam dwa pierwsze tomy i ... zaczytałam się.

Dziś "Sklepik z niespodzianką. Bogusia".





 



Główną bohaterkę poznajemy tuż po jej powrocie z  Holandii. Wracając do domu, trafia do Podognej, małej miejscowości, w której z miejsca wie, że stworzy właśnei tu swój mały świat.
Szczera, prawdziwa, życzliwa szybko potrafi zjednać sobie mieszkańców miasteczka.
Tym sposobem poznajemy Adelę (bohaterkę drugiej części), Lidkę (to właśnie początek jej historii tak mi przypadł do gustu), Stasię i Konstancję.
Kobieca przyjaźń, zawirowania z mężczyznami (są zawsze tam, gdzie piękne kobiety!), historia dworku Potockich (ten wątek jak dla mnie, miłośniczki historii w tle był by najbardziej interesujący) sprawiają, że książkę czytam szybko i z wielką przyjemnością.

Drugi tom zaczynam z wielką radością już w przerwie świątecznej. Jutro ostatnie szlify porządkowe, strojenie domu (będą foty) i można zaczynać Święta.


PS: za 2 tygodnie mija rok mojego życia w blogosferze.... kiedy to minęło?!

czwartek, 11 grudnia 2014

12 dni

12 dni, tyle zostało do godziny W.
I pierwszej u nas kolacji wigilijnej.
Jest to już odpowiedni czas na rozplanowanie prac porządkowych, zaplanowanie wypieków i wszystkiego co w koło świąt się kręci.
Od soboty zaczynam.
Na pierwszy rzut - fryzjer :)
A co! I sobie trzeba w święta dogodzić.
Cięcie niespodzianka - później.

Teraz czas na wymysły kulinarne.
Z tej racji, że po mojej stronie zostały świąteczne wypieki zdecyduję się chyba na trzy ciasta.

1. Stefanka
Przepis zobaczyłam dziś. I przyznam się - wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Każdego roku babcia takie placki piekła, w makutrze ucierałyśmy krem...
Babci już nie ma, ale może choć w połowie ciasto nam Ją będzie przypominało?

Na blog Asi zaglądam dość często, nawet ostatnio na Mikołajkach zrobiłam z jej przepisu bardzo fajne danie (TO).

2. Sernik
Puszysty, waniliowy na orzechowym spodzie z nutą cynamonu. Podany z gorącą czekoladą.
Myślę, że będzie trafiony!

3. Dylemat :)
Właśnie... Zastanawiam się jeszcze nad tradycyjnym makowcem z ciasta drożdżowego, nad piernikiem z powidłami śliwkowymi i nad czymś na wytrawnie : może takie paszteciki?


I najważniejsze - jak robicie ciasto na pierogi?
U mojej babci zawsze prócz mąki, wody był kawałek masła i jajko.
Ciasto - pyszne, delikatne, miękkie.
Mnie, mimo używania tych samych składników ciasto już nie udaje się takie idealne.
Szukam tego najlepszego przepisu!

wtorek, 9 grudnia 2014

Maraton z Mikołajem.

Zima w mieście bez śniegu - ok, ale Święta bez śniegu to już gorsza sprawa.

 fajny efekt tylko wieczorem


Święty w tym roku miał utrudnione zadanie, wiadomo przecież, że sanie najlepiej sunął po śniegu.
Jednak udało mu się pokonać trudności i odwiedził nas trzykrotnie.

Prezenty trafione w dziesiątkę, dziecko bawi się samo całymi dniami.
 
Mikołajki w pracy
 
 
 
 







Gliwicki rynek - może nie jest to największy jarmark bożonarodzeniowy, ale jest!


Dodatkowo, zapadła decyzja, że Boże Narodzenie w tym roku robimy u nas.
Podobnie jak z Wielkanocą, już zaczęłam szukać inspiracji do dekorowania stołu, pokoju.
Łatwo nie jest :)
Okazuje się, że sześć lat po ślubie nadal nie dorobiłam się jeszcze:
- zastawy na osób przynajmniej 12,
- krzeseł
- wazy na zupę!
- licznej ilości talerzy i półmisków
- obrusu świątecznego na stół (a stół taki stary, że ledwo się trzyma)
- i wiele, wiele innych...

Przynajmniej kulinarnie wiem co i jak.
Obdzieliłam Mamę i Teściową, a sama zajmę się ciastem (hmmm, waniliowy sernik na spodzie z prażonych orzechów z cynamonem?), rybką dla dzieci (ości w karpiu mnie przerażają) i chyba pierogami ruskimi.


środa, 3 grudnia 2014

Wnuczka do orzechów.

Dawno, dawno temu, kiedy byłam jeszcze młodym człowiekiem :) wpadła mi w ręce "Kłamczucha" Małgorzaty Musierowicz.
A że były to czasy wypożyczania książek, a nie takiej nonszalancji jak dziś - kupowania! - to bardzo ubolewałam nad faktem, że nie mogę przeczytać całej Jeżycjady po kolei.
Rodzina Borejków zawładnęła moim sercem.
Kochałam mądrość Mili Borejko, uwielbiałam ciepło Gabrysi, solidaryzowałam się z Pulpecją... I czułam klimat ich kuchni, domowego jedzenia, ludzkiej życzliwości. Żyłam razem z nimi.

Gdy zasobność portfela zaczęła pozwalać na kupowanie książek - skompletowałam całą serię.
Dokupuję systematycznie kolejne tomy, wierząc, że gdy dziecko me dorośnie - pokocha tę rodzinę tak jak ja.

Wczoraj skończyłam czytać dwudziesty już tom Jeżycjady - "Wnuczka do orzechów".
Jak zawsze pozostał niedosyt. I choć wielu uważa, że Musierowicz się wypaliła, że książka nie jest już tak fajna jak wcześniejsze tomy to wiem, że i tak bym ją przeczytała.
Jedyne czego mi w niej brakowało to zdecydowanie Borejków.
Jest w prawdzie Ida, Ignaś czy Józef... Ale za mało jak dla mnie esencji borejkowej rodziny - Mili, Ignacego. Za mało ich życia. Może spowodowane jest to faktem, że cała historia rozgrywa się na wsi, że Roosevelta przebudowują i cała rodzina uciekła z upalnego, głośnego Poznania.

Jedno jest pewne - czekam na kolejny tom, bo znów chcę być częścią tej rodziny.
I wiem, że nadejdzie czas by wszystkie tomy znów przeczytać.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Grudzień.




Zdecydowanie najprzyjemniejszy z ciemnych, burych, zimnych miesięcy.
Wiele się dzieje.
Zaczynamy miesiąc mikołajkami. Trzy dni pod rząd! Jak on to robi, że ma tyle sił?
Później różne spotkania opłatkowe (służbowe), Wigilia firmowa (tym razem 320 metrów pod ziemią!!) i wielkim krokiem wchodzę w wiek chrystusowy.










Jak co roku, szał prezentów - co kupić Młodej?! Dla dzieci pomysłów tysiące.
A co dla mnie?
Kilka marzeń cichych mam.
Ten, kto powinien się domyślać - oczywiście nie domyśli się.
A hasła "Wybierz sobie co chcesz" nie robią już na mnie wrażenia.
Bo wystarczyłaby np. herbata, ale podarowana z zaskoczenia.

Jak każdej kobiecie, marzy mi się jakaś nowa błyskotka, torebka, książka (choć tutaj sama sobie jestem świętym!).
Marzy mi się pięknie przyozdobiony salon, ciepło, spokój.
I to co było by najprzyjemniejsze - dobrze zaplanowany czas.
Żebym nie musiała wstać o 6:30 "Mamo, włącz mi bajki i zrób soczek malinowy",
żebym nie musiała jechać na zakupy "Nie kupiłaś pieczywa na śniadanie?",
żebym nie musiała nic.
Tylko, czy jeszcze potrafię się nudzić?!