środa, 29 października 2014

Coś jeść trzeba...

Po wczorajszym marudnym wpisie, wyrzuty wzięły górę i zmobilizowałam się do stania przy garach.
Oczywiście bez większego zapału, ale jednak udało się.

Tomek Jakubiak - znacie? Lubicie?
Ja lubię. Lubię jego przepisy, dostrzeganie lokalnych produktów.
W jednym z odcinków robił wypasioną sałatkę, która może stanowić samodzielne danie.
Trochę modyfikowałam (bo np. nie jestem fanką kaparów) i efekt - murowany.


Za jakość zdjęcia - przepraszam, było już ciemno.
Jak przyrządzić?
Na około trzy spore porcje gotujemy w mundurkach 3-4 ziemniaki, po ostudzeniu i obraniu kroimy w dość dużą kostkę.
2-3 ogórki kiszone również w kostkę, pół czerwonej cebuli - kroimy w bardzo cienkie piórka.
Jako opcję extra możemy dodać białą fasolę (miałam tylko białą w sosie pomidorowym, więc ją wypłukałam - został fajnie komponujący się posmak).
I to jest nasza podstawa.
Dresing: oliwa + sól + pieprz + kilka pomidorków koktajlowych drobno pokrojonych (by puściły sok) + musztarda (najlepiej francuska). Nie miałam francuskiej, dałam zwykłą - też ok.

Po wymieszaniu dodajemy najważniejszą rzecz - kiełki. Moje ulubione - ze słonecznika. Do tego np. z rzodkiewki, brokuła, lucerny.
Tym razem miałam tylko pół paczki kiełków ze słonecznika.
Małż nie jest fanem zieleniny - zostawiłam dla siebie.

I na sam koniec - 2-3 jajka ugotowane na twardo, pokrojone w ósemki.
Gorąco polecam!

wtorek, 28 października 2014

Niemoc.

Bywają takie dni, baaa nawet tygodnie!, że jestem leniem do kwadratu.
Nie mam ochoty gotować, prasować, sprzątać ani robić nic dla siebie.
Przychodzę z pracy, zasiadam przed TV i mogę tak tkwić do wieczora.
Niemoc.
Zła, słaba niemoc.

I właśnie taki czas teraz nastał.
Oglądając bzdury, które nic mądrego nie wnoszą, dochodzę do wniosku - trzeba mieć totalne urwanie głowy, żeby się bardziej mobilizować.
W zeszłym roku, gdy zbytnio szalałam z udzielaniem się naukowo, potrafiłam po całym dniu pracy, pomocy, przygotowaniu posiłków skoczyć jeszcze na "fiku-miku" robiąc po drodze zakupy.

A teraz nic.
Mam wyrzuty, ale malutkie.
A małe się nie liczy :)


Ps. Temat mi się spodobał, coś się ruszyło.
Zgadnijcie, co z tego będzie?!


środa, 15 października 2014

Nie moja bajka....

Latem zaopatrzyłam się w większą ilość książek.
Na ZNAK promocji było wiele, wiec i korzystałam.
Teraz nadszedł czas na konsumpcję :)

sobota, 11 października 2014

niedziela, 5 października 2014

Dwa w jednym: dobra książka i dobre ciasto.







Jesień.
To siatki pełne kasztanów przyniesionych ze spacerów.
To cudowne kolory liści na drzewach.
Wyjątkowy zapach cynamonu, anyżu. Smak gruszek.









środa, 1 października 2014