środa, 25 marca 2015

Domowy szpital...

Dziecko od soboty, ja od wczoraj.
Masakra.
Walczymy z katarem gigantem, temperaturą dochodzącą do 40,4 stopni i innymi urokami przeziębienia.

Siedzimy w domu, oglądamy głupoty, czytamy książki, kolorujemy... Ale nudno zaczyna się robić.
W szczególności, że takie piękne dni się zaczęły...


Czytamy - w końcu skończyłam, moją jedyną książkę z autografem : Ty jesteś moje imię Katarzyny Zyskowskiej- Ignaciak.
Od zeszłorocznych Targów Książki w Krakowie zabierałam się za tę pozycję... I ciągle coś mi nie dawało przez nią przejść.
Klimat.
Ogólnie lubię twórczość powiązaną z II Wojną Światową.
Ogólnie. Ale ta książka mnie przerosła.
Jest tak smutna, tak realna, że aż piękna.

Najsmutniejsze w niej jest to, że w okropnych czasach wyrosła tak piękna miłość. Taki kontrast. W szczególności dla współczesnych czasów.
Dziś mając możliwość kochać się - nienawidzimy się, zamiast się wspierać - wzajemnie niszczymy. Po co?
Basia z Kamilem nie mięli szans na normalne życie. A jednak nie istnieli bez siebie, nie potrafili się rozstać, stawili czoła nieprzechylnemu losowi i pobrali się.
I ona - wątła, skryta - od razu wyczuła kiedy Krzysia zabrakło.
Piękna miłość, nierealna na współczesne czasy.

Książka była dla mnie bardzo ciężka. Na dłuższy czas muszę zmienić klimat powieści jakie wybieram.
Nie mniej - polecam. Bo takie uczucia już się nie pojawiają. A przynajmniej bardzo rzadko....

niedziela, 22 marca 2015

Irytacja... i torcik.

Znów młodzież w domu, znów chora.
Wesoło nie jest jak temperatura osiąga magiczne 39,8 a ty nie wiesz co robić...

Zapewne wiele się na stan młodej złożyło. I zmienność pogody, i silny wiatr w ostatnim tygodniu, który sprawił, że piękne dni były zdradziecko zimne.
Ale to, co przyczynia się zawsze, co irytuje najmocniej - inne matki, które przyprowadzają chore dzieci do przedszkola.
Jestem w stanie wiele zrozumieć, w końcu katar to nie choroba, często nie mamy z kim zostawić dzieci, ale to co zobaczyłam w ostatnich dniach przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Do szatni przyszła matka z dwójką dzieci - dziewczynce katar wisiał po samą brodę, chłopczyk zaś kaszlał tak, że oskrzela prawie wypluł.
I w to wszystko wprowadzamy dziecko my - dziecko zdrowe, bez kataru, kaszlu.
Ile wytrzyma?
Ok, odporność gdzieś te nasze maluchy muszą nabyć.
Tylko dlaczego, przez głupotę innych matek teraz ja muszę kombinować jak organizować opiekę dla młodej, kto kiedy może z nią zostać (bo zobowiązania zawodowe nie zawsze pozwalają nam na pełen tydzień opieki nad dzieckiem).
Wkurza mnie to strasznie!

I z tej irytacji zrobiłam torcik :)





Biszkopt czekoladowy z masą: bita śmietana, mascarpone, pokruszona chałwa.
Przełożenie - mus z wiśni!
Całkiem przyjemy w smaku :)

Spokojnej niedzieli!

poniedziałek, 16 marca 2015

Pierogi ruskie....

.... uwielbiam. Może jedynie z kaszą gryczaną wielbię bardziej. Bo to smak dzieciństwa, babcinej kuchni, beztroski i drzemki gdy w radio rozbrzmiewał hejnał z wieży mariackiej.

Ruskie robi się banalnie, ale w domu Małż ciągle jęczący - zrób z mięsem... Zrób. A to tyle roboty - mięso wołowe z rosołu, zmielić, nieeee....

Przeglądając blogi kulinarne natknęłam się na przepis alternatywny.
Na KOTLECIE pojawiła się propozycja podania pierożków kruchych (a może półkruchych?), pieczonych i - co najważniejsze - z mięsem.
Bardzo łatwe do zrobienia, w godzinę uwiniecie się, a efekt - około 30 sztuk malutkich pierożków - zadowoli każdego.

Farsz:
25 dkg mięsa mielonego
1 cebula
sól, pieprz, czosnek, przyprawy wedle upodobań.
odrobina oleju

Na odrobinie oleju podsmażamy drobno pokrojoną cebulkę. Dodajemy mielone mięso, smażymy do odparowania.
Przyprawiamy wedle uznania. Z racji pieczenia pierożków, farsz może być bardziej ostry - ciasto złagodzi smak :)

Odstawiamy do wystygnięcia i w tym czasie przygotowujemy ciasto:

Ciasto:
22 dkg mąki
9 dkg masła
pół łyżeczki soli
25 ml wody
1 jajko.

Wszystkie składniki mieszamy razem, ciasto jest dość klejące, podsypałam lekko mąką.
Wyrobione, rozwałkowujemy na cienki placek i wykrawamy szklanką koła.

Wracamy do farszu.
Do przestudzonego mięsa dodaję jajko, łyżkę mąki i blenduję.


Tak przygotowany farsz - na ciasto, kleimy pierożki, smarujemy roztrzepanym jajkiem lub - tak jak wolę - mlekiem, obsypujemy sezamem.



Pieczenie: około 18 minut w 200 C.


Pyszne :)

PS: niewidzialna ręka :)

piątek, 13 marca 2015

Piątek, 19:45....

... a ja już w szlafroczku, z kubkiem pysznej zielonej herbaty.
Za chwilę zrobię kakao (tyle kalorii!).
Jeszcze 10 lat temu piątkowe wieczory były zdecydowanie inne. Po uczelni piffko z obecnym Małżem, wieczory u Madziary (ojjj jak ja jej dawno nie widziałam!), jakieś imprezy.
A teraz?
Po ciężkim tygodniu, gdzie odliczałam dni do czwartkowego wieczoru aby wcześniej położyć się i odespać wszystko - młodzież ma zaniemogła.
Znów wymioty, nie wiadomo z czego. Znów czujny sen, który nie pozwalał w pełni się zregenerować.
6:20 wybiła zbyt szybko, a nowy dzień przywitał mnie koszmarnym bólem gardła.
Rok chrystusowy... jednak coś w tym jest.
W sumie w marcu jeszcze nie byłam chora. W sumie...

We wtorek w Multikinie znów było spotkanie "Kino na obcasach".
Film, "Sex, miłość i terapia" nie urzekł. Sophie Marceau urzekła, ale figurą. Tylko pozazdrościć....
A właśnie - zazdrościć. Zbieram się w sobie do biegania. Tak się zbieram, że pogoda mi nie pozwala :)
Za to słodkie kusi. W szczególności, że mam książkę z Lidla z przepisami na wypieki.
Super książka. Pięknie wydana, świetne zdjęcia i, co najważniejsze, nie wyszukane produkty do przygotowania ciast. Jutro może się zbiorę do upieczenia czegoś.

Wakacje mi się marzą.
Pozostanę jednak na kanapie. Taniec z gwiazdami się zaczyna....




niedziela, 8 marca 2015

Wiosna, ach to TY....

Na taki weekend czekałam.
Dlaczego?
Po pierwsze - był przedłużony.
Po gorącym, urodzinowym czwartku, przyszedł czas na odpoczynek w piątek.
Rozkręciłam się w temacie wiosennych porządków, zakupów i najważniejsze - w poszukiwaniu wiosny.
W sobotę szukałyśmy ją w Alele, a dziś - w Toszku.
Poniżej mała fotorelacja....














środa, 4 marca 2015

Szybka zmiana upodobań.

Dawno, dawno temu, kiedy dziecko me miało około roczku, z wielką radością patrzyłam, jak fajnie potrafi się bawić zwykłą butelką, książeczką (najlepiej ją kosztując) czy lalką - szmatką.
Grzechotki, kolorowe bajki, pierwsze lalki, wózek, puzzle - jakoś szybciutko przeleciał ten etap.

Tosia jest duża.
I ma dorosłe zainteresowania.
Tylko dlaczego zmieniają się z tempem błyskawicy?

Jeszcze kilka miesięcy temu był etap fascynacji wróżkami, księżniczkami, Barbie:
- obowiązkowo wszystko co z księżniczką Zosią,
- obowiązkowo domek dla lalek,
- obowiązkowo kino i bajka o wróżkach, Dzwoneczku.
 Obowiązkowo -  było dużo rzeczy.

Za chwilę już słyszę Pets Shop:
- obowiązkowo oglądane,
- obowiązkowo kupowane (niech żyje allegro i używane, wyglądające jak nowe, figurki!),

Co dalej?
Czym nowym znów mnie zaskoczy?

Koniki. Teraz tu mamy fascynację.

Na całe szczęście nie minęła jej radość z zabawy klockami.
Wspólnie z Tatą potrafią budować i cieszyć się ze wspólnie spędzanego czasu (tylko kto ma większą radość przy klockach - tata czy dziecko?).

Mama jest od kolorowanek.
Właśnie odkryłam coś bardzo fajnego (pewnie większość z Was zna od dawna...) kolorowanki podłogowe XXL.
Rewelacja. Rozkładamy się i każdy ma swój kawałek "podłogi".
(w Gliwicach można je kupić w Świat Książki na Zwycięstwa).

niedziela, 1 marca 2015

Nie tak to miało wyglądać!

Coś tu się namieszało!
Nie tak miało wyglądać moje blogowanie. Potraciłam się w tym wszystkim.
Z początku pisałam o wszystkim co było fajne, co mi się podobało, co robiłam.
A teraz to albo kulinarnie, albo książkowo.
NIE!
Wracamy do "pierwowzoru".


Powyżej kartka urodzinowa od Siostry.
Dzięki Ola, jest świetna :)

Wracamy do pierwowzoru i dlatego dziś... znów kulinarnie :)
Poszukuję na czwartek fajnych przepisów na ciasta.
Szukam, szukam i... wypróbowałam wczoraj Brownie z burakami z moje wypieki.
Ciasto robi się w 15 minut, pomiędzy zupą a daniem głównym.
Dobre. Choć wydaje mi się, że o kilka minut za długo piekłam.
Raczej nie wykorzystam. Poszukiwania - trwają.