poniedziałek, 21 marca 2016

Krowa czy krokodyl?

Kilka tygodni temu podjęłam ważną decyzję.
Ważną i bardzo stresującą.

Po ośmiu latach pracy w jednym miejscu - zmieniam pracodawcę.
Nie ważne są przyczyny.
Nie ważne są okoliczności.
Ważny jest sam fakt.
Stres miesza się z radością do czegoś nowego.

Nie muszę się przebranżawiać.
Będę robiła dalej to co robię teraz.
Ale już nie dla +300 pracowników.
Mniej, znaczy spokojniej.
Mniej, znaczy więcej czasu na czytanie, doszkalanie, nowe projekty.

Akurat w tym czasie dostałam od pracuj.pl informację "Jakim typem pracownika jesteś?"
Okazuje się, że... jestem mieszanką KROWY i KROKODYLA.
Poza tymi zwierzakami jest jeszcze KOT i ŚWIERSZCZ.

Świerszcze
skaczą z pracy do pracy, zdobywając coraz to nowe doświadczenia. Często nie wiedzą, czego szukają i jakie są ich cele zawodowe. Zmiana pracy najczęściej wynika z nudy, rozczarowania Firmą lub obowiązkami. Oczekują, że to Firma dopasuje się do nich.
 
Krowy
dużo muczą, narzekają, ale stoją w miejscu i pozwalają się doić. To te osoby, które choć przebąkują o zmianie pracy, latami tkwią w jednym miejscu i nie podejmują żadnych decyzji o zmianie.
 
Krokodyle
to cierpliwe osobniki. Zamiast aktywnie się angażować, czekają, aż okazja sama do nich przypłynie. Metoda dobra i dająca niezłe możliwości, ale tylko w sytuacji, kiedy jezioro pełne jest dobrych ofert, a krokodyl uzbrojony jest po zęby.
 
Koty
pozornie cierpliwe i łagodne, myślą strategicznie i wykorzystują każdą okazję do polowania. Nie łaszą się na byle zabawki, ale tłustej myszce nie pozwolą przejść koło nosa.
 
 
Reasumując, o zmianie pracy należy pomyśleć gdy obecna przestaje być dla nas
satysfakcjonująca i nie spełnia naszych oczekiwań.
Dobrze jest mieć jasną wizję tego, co nam w obecnej pracy przeszkadza. I to, co chcemy osiągnąć.
 
 

piątek, 18 marca 2016

Lubisz, lubisz wracać tam gdzie byłaś już.....


Twoje ulubione miejsca?
Na weekend, na wieczorne spotkanie, na randkę....
Każdy ma swoją garść ulubionych miejsc.

Na weekend - uwielbiam Sandomierz, Beskidy...
Na spacery lubię jeździć do Rept. Park, sztolnia, karczma.

Odkrywanie nowych miejsc jest fascynujące.
Już tyle czasu minęło, a ja dopiero o tym piszę...

28 lutego.
Koncert.
Planowany od dawna.
Małżonek znów zawiódł.
Ale powiedzmy, że rozumiem - biznes is biznes...

Jednak moje towarzystwo nie zawiodło - dwie super dziewczyny - Marysia i Agnieszka, dzięki którym ja i Aneta mogłyśmy w ogóle być na tym cudownym wydarzeniu....




NOSPR = Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia.
Koncert: Mitch & Mitch Orchestra & Zbigniew Wodecki.
Z płytą: 1976 A Space Odyss.










Ogrom wrażeń.
Worek emocji przez który nie mogłam w nocy spać.
Choć nie tylko przez koncert. Stres przed ostatnim dniem lutego mocno dał mi się we znaki. Ale to osobny temat.
Wracając do sedna..
Cudowna orkiestra, rewelacyjny Zbychu... I ten klimat...






Cóż. Koncert na długo pozostanie w mej pamięci.
I pewne jest, że dla samego miejsca jeszcze tam wrócę!
Piękna wizytówka Śląska!



wtorek, 8 marca 2016

61 lat różnicy.


Urodziny.
Taki miły, wyjątkowy dzień.
Pomijam oczywiście fakt, że fejsbusik przypomina kto, co i kiedy ma.
I tak bardzo miło jak wiele osób napisze coś od siebie.

W tym roku naszła mnie inna myśl.
Mam jeszcze babcię.
Między nami jest 61 lat różnicy.
W tym roku będą huczne urodziny - jubilatka skończy 95 lat. W świetnej formie!
Mieszka sama, na drugim piętrze.
Każdego dnia wychodzi przynajmniej raz dziennie.
Uprawia przydomowy ogródek.
Ma czwórkę dzieci, pięcioro wnucząt, sześcioro prawnuków.
Może i niewiele.
Ale zawsze.

Dlatego w te moje sobotnie urodziny, życzyłam sobie tak długiego życia, w tak świetnej formie.

piątek, 4 marca 2016

Małgorzata Kochanowicz "Poszukiwana".

Po tygodniu absencji odnaleźć się w pracy - to jest wyzwanie!
Nadrabianie zaległości jest wtedy gorsze niż nadrabianie zaległości w szkole.
Ale - widać już światełko w tunelu (choć ten tunel jest baaardzo długi ).

Przez tydzień chorowania, leżakowania i odpoczynku udało mi się przeczytać aż jedną książkę...
Małgorzata Kochanowicz "Poszukiwana".
Kraków, początek XX wieku.
Mroczno, tajemniczo. Retro.

Witold Korczyński - główny bohater z przeszłością, stara się spłacić swoje zobowiązania finansowe.
Ponieważ ma zdolności detektywistyczne - przyjmuje zlecenie odnalezienia żony bardzo wpływowego człowieka - Stanisława Wereszyńskiego.
Pajęczyna zdarzeń jakie mają miejsce od chwili podjęcia współpracy obu panów nie nastawia pozytywnie.
Świadkowie są zastraszani, ginął niewinni ludzie, atmosfera się zagęszcza.
Finał - fajny, ciekawy. Choć trochę urwany. Wiele tematów niedokończonych.

Kilka razy złapałam się na tym, że książka pisana jest dziwnym, dość lakonicznym językiem.
Jak bym była w szkole podstawowej i próbowano mi wytłumaczyć zdarzenia zdaniami mało złożonymi.