wtorek, 24 lutego 2015

Koniec?!?!?

Właśnie straciłam chęci do tego co tu robię.
Straciłam część zdjęć.
Może i nie były piękne, ale były moje, osobiste, były efektem moich prac....
Nie wiem czemu, ale uciekły. A najgorsze, że nie mam ich już :(
I co teraz?

poniedziałek, 23 lutego 2015

Białe róże dla Matyldy.

Jakiś czas temu, będąc na Katowickich Targach Książki, otrzymałam w prezencie od Śląskich Blogerów Książkowych "Białe róże dla Matyldy" Magdaleny Zimniak.
Książka musiała swoje odstać na półce, aż nadszedł jej czas...


matras.pl 

Żałuję, że tak późno po nią sięgnęłam.

Książka zaczyna się zwyczajnie - rodzice głównej bohaterki - Beaty Tyszkiewicz - zginęli w wypadku samochodowym, a ona wraz z mężem i siostrą matki przygotowuje się do pogrzebu. I na tym kończy się banalność tej książki.
Wśród nieprawdopodobnych splotów akcji dowiadujemy się, że ktoś trzeci przyczynił się do wypadku rodziców, że ciotka Matylda nie jest tylko ciotką, że mroki historii rodzinnych mogą przytłoczyć najsilniejszego człowieka.

Pamiętniki Matyldy, które wpadły w ręce Beaty odkrywają przed nią tajemnice, których zgroza jest nie do opisania. Życie Matyldy, chorej, skrzywdzonej i krzywdzącej najbliższych przeszywało mnie, powodowało dreszcze i koszmary nocne.

Nie da się przeczytać tej książki bez emocji.
Myślę, że jeszcze wrócę do tej pozycji.

środa, 18 lutego 2015

Wieczorne rozważania przy szklaneczce cydru.

Małż wyjeżdża coraz częściej. A to Lublin, a to Białystok, z jednego końca kraju w drugi.
Gdyby tylko pora roku była bardziej odpowiednia jeździłybyśmy z nim. Bo z Lublina tak blisko do ukochanego Sandomierza, Kazimierza....
Wiosną. Wiosną wszystko jest fajniejsze!

Wiosną budzi się we mnie chęć podróżowania. Wystarczy wypad na weekend, kilka dni poza miejscem zamieszkania, złapanie dystansu do wszystkiego, pooddychanie pełną piersią najlepiej gdzieś na łonie natury.
I wakacje. Ten temat w tym roku powraca jak bumerang.
Z powodu większych wydatków jakie mieliśmy pod koniec zeszłego roku, zastanawiam się nad trzema opcjami:

1. Parę dni tu, parę dni tam - stawiam na remont.

Wyremontowałabym całe mieszkanie.
Na każde pomieszczenie mam inny pomysł.
Sypialnia - rustykalna, z białą cegłą na wezgłowiu łóżka. Likwidacja ulubionego koloru - bakłażan i powrót pasteli (choć to mało praktyczne przy centralnym ogrzewaniu).
Salon - ojjj tu to poszaleję. Zdecydowanie - wymiana podłogi - mimo, że panele mamy jasne, chcę przecierane, białe deski. Zmiana ustawienia mebli, 50 cali na ścianie....
I będę dobrą żoną, kupię G PS4 :)
Łazienka - chciałabym mieć prysznic bez brodzika.. Trudne to będzie do zrealizowania.
W sumie jedynym pomieszczeniem w którym na pewno zrobimy remont jest ... toaleta.
Od poniedziałku wymieniają rury gazowe w naszym pionie i będzie okazja coś zmienić.

2. Wakacje w Polsce.

Nie ukrywam - uwielbiam polskie tereny wypoczynkowe. Od kiedy jest Tosia wybieramy miejsca o wyższym standardzie (łazienka jest najważniejsza!), ale i z okolicznymi atrakcjami.
Młoda jest teraz zafascynowana końmi, dlatego zastanawiam się nad agroturystyką, może Rusinowa Polana w Bieszczadach ? Może ponownie Dworek Ojca Mateusza, albo Pensjonat Kazimierski ?
W drugą stronę Polski też lubię jeździć.
Karkonosze - jak dla mnie najpiękniejsze góry w Polsce.
Tylko już nie popełnię drugi raz błędu i  nie dam się posadzić na kolejce do zjazdu ze Szrenicy!

3. Raz się żyje - grzejemy się na greckich plażach .

Taka wersja podoba mi się najbardziej. Gdyby tak wszystko olać, mieć w gdzieś remonty i wyjechać na dwa tygodnie. Thassos, Skiathos czy Kalamata.
Wiem - znów Grecja, wiem - stają się bardzo prorosyjscy, ale wiem też, że wypoczywam tam spokojnie.
Nic nam się nie stanie jak wsiądziemy w autobus i pojedziemy na własną rękę zwiedzić okolicę. Jedzenie, woda - nic nie zaszkodzi ani nam, ani Młodej. Kolejnym atutem jest niedługi lot.
I na tym kończymy plusy. Lot jest w tym wszystkim najgorszy.
Nie lubiłam, nie lubię i nie polubię.

Która opcja najpesza?



czwartek, 12 lutego 2015

Lista życzeń.

Nie nazwałabym siebie molem książkowym, jednak czytam więcej niż statystyczny Polak.
Księgarnia jest dla mnie magicznym miejscem. E-booki do mnie nie przemawiają.

Znów powstała lista książek, które chciałabym kupić.
Gdyby znalazł się ktoś, kto chciałby zrobić mi prezent....

1. Mała matura - Janusz Majewski.
Bardzo fajna ekranizacja (Opania, Zborowski, Żmijewski, Pszoniak - obsada robi swoje) trzeciej części książki. Tematyka - taka jaką lubię najbardziej!

2. Mała Zagłada - Anna Janko.
Tej pozycji trochę się obawiam. Może się okazać, że podobnie jak z książką - Ty jesteś imię moje - Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak - nie dam rady. Marta przywiozła mi książkę z autografem (!), ale co z tego.... Musi poczekać na lepsze czasy (hormonalne :) ).

3. Dziedzictwo von Becków - Joanna Jax.
Historia oficera SS i biednej polskiej nauczycielki, zdecydowanie na tak.

Żeby nie utonąć w tematyce około wojennej, poszukałam również inne, ciekawe historie. Okazuje się, że wiele książek, które mam na swojej półce ma swoje kontynuacje. Tym sposobem muszę uzupełnić zbiory o:

1. Tylko dzięki miłości oraz Bądź przy mnie - Bogna Ziembicka
Losy Zuzanny Hulewicz, niani głównej bohaterki Drogi do Różan i Wiosny w Różanach.
Warto, bo Różany są wyjątkowe :)

2. Sekret Czarownicy - Anna Klejzerowicz.
Jak mogłam przegapić?

3. Rodzina z Sosnówki - Maria Ulatowska.
Ta książka byłaby raczej na ostatniej pozycji. Sosnówka jest średnia. Najlepszą powieścią tej autorki jest według mnie - Kamienica przy Kruczej.

Do kolekcji Ewy Chodakowskiej zdecydowanie dorzuciłabym Kuchnia fit - Konrad Gaca.
Może na urodziny sobie kupię, żeby mieć więcej pomysłów :)

Przyznam się - dwie nowe książki już zamówiłam.
W przedsprzedaży - Fortuna i namiętność. Klątwa bo Gutowską -Adamczyk wielbię za wszystkie tomy Cukierni i Różę z Wolskich.
Oraz - mój pierwszy raz z Magdaleną Witkiewicz - Pierwsza na liście.
Zobaczymy co z tego wyniknie.

Na chwilę obecna czytam Białe róże dla Matyldy. Obłędna książka. Żałuję, że jadę autobusem tylko 20 minut, jak się wciągnę wieczorem, to szkoda mi gasić światło... Osobny post i o tej książce będzie. Wyczekujcie!






czwartek, 5 lutego 2015

Maria Kowalska, 2906.



Osób potrzebujących jest wiele. Niektórym proszenie o pomoc przychodzi łatwiej - bo są osobami znanymi, innym trudniej.
Są i tacy, którzy nie wołają na każdym kroku, ale komu ta pomoc jest z pewnością potrzebna.

Marysia jest moją koleżanką z pracy.
Osobą, obok której nie można przejśc obojętnie. I to nie ze względy na niepełnosprawność.
To dziewczyna, która swoim optymizmem zaraża wszystkich wokół siebie, a chwila rozmowy z Nią powoduje, że nasze problemy, które wydają się kolosalne - są w rzeczywistości malutkie.

Prosze - przeczytaj.
Jak możesz - podaj dalej!

Witam,

z niepełnosprawnością borykam się od urodzenia, nigdy nie chodziłam i nie wiem jak to jest, ale wiem jak istotny w życiu osoby niesamodzielnej jest wózek inwalidzki.

W rozmowach z osobami zdrowymi często porównuję go do butów, które mogą być wygodne i komfortowe albo byle jakie, z tą jednak różnicą, że w tych samych butach rzadko kto chodzi cały dzień wykonując wszystkie czynności.

Wózek Panthera który jest moim marzeniem waży tylko 4,2 kg i kosztuje aż 19 tysięcy zł. NFZ raz na 5 lat dofinansowuje taki zakup, jednak dofinansowanie to, to niespełna 10 % wartości (1 700 zł), pozostałą część trzeba uzbierać samemu.

Dzięki subkoncie które założyłam w zeszłym roku i wpłatom z 1% bardzo wielu ludzi o wielkich sercach, moje marzenie już niedługo ma szansę się spełnić!
Jak już będę miała ten wyczekany i upragniony wózek, chciałabym go wykorzystać na wszelkie sposoby, między innymi do rehabilitacji.
Za kolejne 8 tysięcy zł do wózka, można dokupić specjalną dostawkę, która sprawia, że wózek zamienia się w rower ręczny. To mój kolejny cel - a właściwie marzenie, które może kiedyś też się się spełni :)
Poniżej zamieszczam zdjęcie wózka oraz wspomnianej magicznej dostawki.




  •  



Jeśli nie macie pomysłu na to komu przekazać swój 1% lub nie jesteście pewni na co naprawdę zostanie spożytkowana część Waszego podatku w dużej fundacji, możecie wesprzeć moją konkretną potrzebę.

Jeżeli ktoś chciałby pozostać anonimowy, może to zrobić nie zaznaczając w PIT kwadratu sugerującego wyrażenie zgody na podanie swojego imienia, nazwiska i adresu oraz kwoty która stanowi 1% podatku.
Z góry dziękuję Wszystkim za ewentualną pomoc i gorąco pozdrawiam
Marysia

Poniżej krótka instrukcja jak przekazać 1% swojego podatku:
wypełniając zeznanie PIT, podatnik musi obliczyć podatek należny wobec Urzędu Skarbowego.
W rubryce WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1% PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP)
• Wpisać numer KRS: 0000270809
• Obliczyć kwotę 1%
W rubryce INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE (bardzo ważne!)
• Wpisać nazwisko oraz numer członkowski nadany przez Fundację - Kowalska, 2906 - inaczej 1% nie dotrze na mój cel.
W pakiecie z subkontem podopiecznemu fundacji jest zakładane konto na ewentualne darowizny.
Jak przekazać darowiznę?
Należy dokonać przelewu bankowego (może być przelew internetowy) lub wpłaty na poczcie:
• nazwa odbiorcy:
Fundacja Avalon - Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym,
Michała Kajki 80/82 lok. 1,
04-620 Warszawa
• numery rachunków odbiorcy:
Rachunek złotowy PLN: 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001
Rachunek walutowy EUR: IBAN: PL07 1600 1286 0003 0031 8642 6021
Rachunek walutowy USD: IBAN: PL77 1600 1286 0003 0031 8642 6022
Rachunki prowadzone przez: BNP Paribas Bank Polska SA
W tytule wpłaty proszę podać nazwisko i numer członkowski nadany przez Fundację -
 Kowalska, 2906 (ten dopisek jest bardzo ważny).

wtorek, 3 lutego 2015

Sałatka Maćka.

Dziś zacznę inaczej - na początku, nim przystąpicie do tworzenia tej pysznej sałatki - posłuchajcie tego:


Pozytywnie nastawieni możemy przejść do czynów.
Będąc ostatnio u Państwa T, Pan domu szykował sałatkę.
A że bardzo twórczy jest w tym temacie, zainspirował mnie. Przepis ukradłam, wykorzystałam na wczorajszym babskim spotkaniu.

Zacznijmy od rozwiązania zagadki z poprzedniego posta.
Niektórzy bezbłędnie rozpoznali dynię. Tylko jaka to dynia?



PIŻMOWA.
Fajna.
Przystąpmy więc do sałatki.

Składniki:
- 1 dynia piżmowa
- sałata np. rzymska
- pomidorki koktajlowe / cherry / inne
- kozi ser
- pistacje

Dynię należy obrać, wydrążyć środek i podzielić na 8 części.


Pieczemy w około 150 stopniach bez termoobiegu, bez przypraw.
Ile piec? 1-1,5 godziny. Fajnie, jak na dyni zrobi się "skórka" z pieczenia, wtedy mamy większą pewność, że w sałatce się nie rozpadnie.

Po upieczeniu i wystudzeniu, kroimy w średniej wielkości kostkę.
Dokładamy postrzępioną sałatę, drobne kostki sera koziego i pomidorki.
W wersji oryginalnej Maciek wkrawał tylko miąższ z pomidorów (bo miał chyba dwa duże), ja mając cherry kroiłam z pestkami.


Całość posypujemy orzeszkami pistacjowymi - ilość wedle upodobań.

I największa tajemnica sałatki - dresing.
Potrzebujemy do niego:
- łyżkę miodu
- olej rzepakowy
- sól
- trochę soku z cytryny
- szałwię.

Sądzę, że szałwia odgrywa tu dużą rolę.
Sałatka jest prosta, szybka i baaaardzo smaczna.






niedziela, 1 lutego 2015

Wspomnienia w kolorze sepii i zagadka....

Dawno, dawno temu skusiła mnie okładka książki Anny J. Szepielak Dworek pod lipami. Akurat byłam po trylogii Domu nad rozlewiskiem, a rynek książek zasypywany był lekturami o pensjonatach.
Książka nie zachwyciła mnie.
Nie zrażona, drugi raz sięgnęłam po twórczość Szepielak - Wspomnienia w kolorze sepii.
I znów bez zachwytu. Choć było trochę lepiej.

Książka pisana jest dwutorowo - czyli tak jak lubię.
W czasach współczesnych poznajemy Joannę i jej najbliższą rodzinę, przyjaciół, problemy z którymi się boryka.
W czasach przeszłych - początek dwudziestego wieku - książka zaczyna się od przedstawienia postaci Katarzyny - służącej w dworze u Pana.

Najfajniejsze w tej powieści jest powiązanie wątku historycznego, gdzie od dzieci Katarzyny, docieramy do jej wnuków, a w tle przedstawiona jest pokrótce historia Polski. To co połączy przeszłość z teraźniejszością to wnuczka Katarzyny, Danusia.

Joanna chcąc wręczyć oryginalny prezent siostrzeńcowi z okazji chrztu - zamawia u przyjaciółki drzewo genealogiczne. Tym samym trafia na zdjęcie babci Danusi i wciąga ją poszukiwanie informacji o przodkach.


I na tym koniec tego co mi się podobało.
Historia Joanny jest ckliwa, przewidywalna, jak w książce dla nastolatek.
Jest jeszcze jedna powieść Pani Szepielak - Młyn nad Czarnym Potokiem, jednak nie jestem pewna, czy kolejny raz dam się skusić.


A teraz zagadka - kto zgadnie co to za warzywo/ owoc?




Wypatrujcie - na dniach przepis na coś fantastycznego!