poniedziałek, 23 lutego 2015

Białe róże dla Matyldy.

Jakiś czas temu, będąc na Katowickich Targach Książki, otrzymałam w prezencie od Śląskich Blogerów Książkowych "Białe róże dla Matyldy" Magdaleny Zimniak.
Książka musiała swoje odstać na półce, aż nadszedł jej czas...


matras.pl 

Żałuję, że tak późno po nią sięgnęłam.

Książka zaczyna się zwyczajnie - rodzice głównej bohaterki - Beaty Tyszkiewicz - zginęli w wypadku samochodowym, a ona wraz z mężem i siostrą matki przygotowuje się do pogrzebu. I na tym kończy się banalność tej książki.
Wśród nieprawdopodobnych splotów akcji dowiadujemy się, że ktoś trzeci przyczynił się do wypadku rodziców, że ciotka Matylda nie jest tylko ciotką, że mroki historii rodzinnych mogą przytłoczyć najsilniejszego człowieka.

Pamiętniki Matyldy, które wpadły w ręce Beaty odkrywają przed nią tajemnice, których zgroza jest nie do opisania. Życie Matyldy, chorej, skrzywdzonej i krzywdzącej najbliższych przeszywało mnie, powodowało dreszcze i koszmary nocne.

Nie da się przeczytać tej książki bez emocji.
Myślę, że jeszcze wrócę do tej pozycji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz