środa, 18 lutego 2015

Wieczorne rozważania przy szklaneczce cydru.

Małż wyjeżdża coraz częściej. A to Lublin, a to Białystok, z jednego końca kraju w drugi.
Gdyby tylko pora roku była bardziej odpowiednia jeździłybyśmy z nim. Bo z Lublina tak blisko do ukochanego Sandomierza, Kazimierza....
Wiosną. Wiosną wszystko jest fajniejsze!

Wiosną budzi się we mnie chęć podróżowania. Wystarczy wypad na weekend, kilka dni poza miejscem zamieszkania, złapanie dystansu do wszystkiego, pooddychanie pełną piersią najlepiej gdzieś na łonie natury.
I wakacje. Ten temat w tym roku powraca jak bumerang.
Z powodu większych wydatków jakie mieliśmy pod koniec zeszłego roku, zastanawiam się nad trzema opcjami:

1. Parę dni tu, parę dni tam - stawiam na remont.

Wyremontowałabym całe mieszkanie.
Na każde pomieszczenie mam inny pomysł.
Sypialnia - rustykalna, z białą cegłą na wezgłowiu łóżka. Likwidacja ulubionego koloru - bakłażan i powrót pasteli (choć to mało praktyczne przy centralnym ogrzewaniu).
Salon - ojjj tu to poszaleję. Zdecydowanie - wymiana podłogi - mimo, że panele mamy jasne, chcę przecierane, białe deski. Zmiana ustawienia mebli, 50 cali na ścianie....
I będę dobrą żoną, kupię G PS4 :)
Łazienka - chciałabym mieć prysznic bez brodzika.. Trudne to będzie do zrealizowania.
W sumie jedynym pomieszczeniem w którym na pewno zrobimy remont jest ... toaleta.
Od poniedziałku wymieniają rury gazowe w naszym pionie i będzie okazja coś zmienić.

2. Wakacje w Polsce.

Nie ukrywam - uwielbiam polskie tereny wypoczynkowe. Od kiedy jest Tosia wybieramy miejsca o wyższym standardzie (łazienka jest najważniejsza!), ale i z okolicznymi atrakcjami.
Młoda jest teraz zafascynowana końmi, dlatego zastanawiam się nad agroturystyką, może Rusinowa Polana w Bieszczadach ? Może ponownie Dworek Ojca Mateusza, albo Pensjonat Kazimierski ?
W drugą stronę Polski też lubię jeździć.
Karkonosze - jak dla mnie najpiękniejsze góry w Polsce.
Tylko już nie popełnię drugi raz błędu i  nie dam się posadzić na kolejce do zjazdu ze Szrenicy!

3. Raz się żyje - grzejemy się na greckich plażach .

Taka wersja podoba mi się najbardziej. Gdyby tak wszystko olać, mieć w gdzieś remonty i wyjechać na dwa tygodnie. Thassos, Skiathos czy Kalamata.
Wiem - znów Grecja, wiem - stają się bardzo prorosyjscy, ale wiem też, że wypoczywam tam spokojnie.
Nic nam się nie stanie jak wsiądziemy w autobus i pojedziemy na własną rękę zwiedzić okolicę. Jedzenie, woda - nic nie zaszkodzi ani nam, ani Młodej. Kolejnym atutem jest niedługi lot.
I na tym kończymy plusy. Lot jest w tym wszystkim najgorszy.
Nie lubiłam, nie lubię i nie polubię.

Która opcja najpesza?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz