czwartek, 9 czerwca 2016

Czwarty tydzień...


W jednym z ostatnich wpisów (TEN DOKŁADNIE), wspomniałam o zmianach jakie u mnie miały zajść. Może nie bezpośrednio wewnętrzne zmiany, ale zewnętrzne, które dość mocno oddziaływują na te wewnętrzne.

Zaczął się właśnie czwart tydzień w nowym miejscu pracy....
Mimo, że początek; mimo, że wszystko dopiero się rozkręca - podoba mi się.
Mam ochotę tu przychodzić, w niedzielę nie chodzę zła jak osa, mam siły do nauki nowych tematów...
Wiele jest plusów!
Prawdą jest, że nie można tak długo (8lat!) pracować w jednym miejscu.
To jak stosowanie diety przez X lat - organizm sie przyzwyczaja i już nic nie możemy osiągnąć.


 



A jak może być tylko lepiej...
W końcu nie warczę popołudniami. Bardziej koncentruje się na przyjemnościach, spędzaniu czasu z Tosią.
A te są dość intensywne.
Wspólne wypady za miasto (polecam Karczmę u Karola w Rudnie koło Gliwic), wspólne wyjścia do kawiarni czy spacery po lesie!
W przyszłym tygodniu jeszcze rowery uaktywnimy!
























Wczoraj, np. obcięłyśmy jej dłuuuugie włosy!
Radość z chodzenia z rozpuszczonymi włosami - nieopisana!
I na wakacje trochę lepiej i łatwiej będzie!


 



 
Cafe Collation - Gliwice Pl. Inwalidów.
Kolejne miejsce na złapanie oddechu.
Choć lepiej było by rzec - na złapanie dodatkowych kilogramów!
Piękna, klimatyczna kawiarnia!
I te ciasta, desery!
Na spotkanie z koleżanką (Agnieszka - dzięki wielkie!).
Na lody z dzieckiem.
Na plotki z mamą!
 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz