wtorek, 9 grudnia 2014

Maraton z Mikołajem.

Zima w mieście bez śniegu - ok, ale Święta bez śniegu to już gorsza sprawa.

 fajny efekt tylko wieczorem


Święty w tym roku miał utrudnione zadanie, wiadomo przecież, że sanie najlepiej sunął po śniegu.
Jednak udało mu się pokonać trudności i odwiedził nas trzykrotnie.

Prezenty trafione w dziesiątkę, dziecko bawi się samo całymi dniami.
 
Mikołajki w pracy
 
 
 
 







Gliwicki rynek - może nie jest to największy jarmark bożonarodzeniowy, ale jest!


Dodatkowo, zapadła decyzja, że Boże Narodzenie w tym roku robimy u nas.
Podobnie jak z Wielkanocą, już zaczęłam szukać inspiracji do dekorowania stołu, pokoju.
Łatwo nie jest :)
Okazuje się, że sześć lat po ślubie nadal nie dorobiłam się jeszcze:
- zastawy na osób przynajmniej 12,
- krzeseł
- wazy na zupę!
- licznej ilości talerzy i półmisków
- obrusu świątecznego na stół (a stół taki stary, że ledwo się trzyma)
- i wiele, wiele innych...

Przynajmniej kulinarnie wiem co i jak.
Obdzieliłam Mamę i Teściową, a sama zajmę się ciastem (hmmm, waniliowy sernik na spodzie z prażonych orzechów z cynamonem?), rybką dla dzieci (ości w karpiu mnie przerażają) i chyba pierogami ruskimi.


2 komentarze: