środa, 2 września 2015

Ot, tak sobie...

Dwusetny post.
Miałam tyle pomysłów na niego.
Miałam.
Od powrotu z wakacji nie umiem się ogarnąć, problemy się mnożą i rosną, rosną, rosną.

Wiadomo, że po każdym lepszym czasie musi przyjść i ten gorszy - żeby była równowaga w przyrodzie.
Tylko po co?




Dziś mam prawdziwy powód do radości.
Pięć lat temu, o tej porze, leżakowałam sobie na łóżku nie czując nóg po znieczuleniu.
A ONA leżała w inkubatorze.
Ale tylko chwilkę, by dogrzać te 2 kilo szczęścia.
Wyrosła.
Wydoroślała.
Pyskuje!

Ale prawdziwe uczucia, takie niewymuszone, szczere i FOREVER można mieć tylko wobec własnego dziecka.






Nadal czytam.
Za parę dni kolejne recenzje.
Znów jeżdżę autobusami więc jest gdzie przykleić się do książki!

Spektakularne jedzenie mi nie wychodzi.
Poza tym, po co się starać, gdy najlepsze są schabowe.
Ale już niedługo i schabowe nie będą gościły w menu.
Rewolucje w rodzinie K. czas zacząć!
Na Tosiaka urodziny zrobiłam sernik jagodowy z Moje wypieki.
Dobry.
I jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego koloru ciasta....

Mimo, że dziś ani nie wtorek, ani nie piątek - post jest.
Mam cichą nadzieję, że będą i kolejne...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz