niedziela, 27 kwietnia 2014

Powrót do Nałęczowa.


Okładka, która potrafi zaciekawić to połowa sukcesu.
Drugą ważną dla mnie informacją jest opinia, krótka informacja na końcu książki.
Jednak nigdy nie sięgam po książki z nutą science (po doświadczeniach z książkami Jonathana Carroll'a - dziękuję, nie chcę)

W tym przypadku okładka zaciekawiła - Nałęczów w latach trzydziestych ubiegłego wieku mógł się okazać dobrą przygodą.
Poznajemy bohaterkę - Annę Duszkowską, kobietę dojrzałą, ceniącą sobie niezależność i żyjącą wspomnieniami o rodzinie.
Rodzinie, którą szybko straciła - była późnym dzieckiem starszych rodziców. Ale ilość ciotek, wujków, miłość jaką ją otaczali - rekompensowała jej bycie jedynaczką.
Ma satysfakcjonującą pracę tłumacza, faceta z którym jakoś jej się układa- choć nadal mieszkają osobno i wiele wspomnień z dzieciństwa.
I tu dochodzimy do sedna - jak dotarłam do momentu gdzie Anna wchodząc do łazienki potrafi przenieść się do ogrodu babci w Nałęczowie - zamarłam.

Nie, nie i jeszcze raz nie.
Żadnych udziwnień, tajemniczego przenoszenia się w czasie i tym podobnych scen...

Jakież było moje zdziwienie gdy opisy historii w Nałęczowie, rozwój akcji zaczęły mnie ciekawić. Śmieszyło mnie gdy w 1932 Anna będąc u Babci, wyciąga iPoda czy inne dobrodziejstwa współczesnego świata.
Ponowny kontakt z rodziną (mimo, że dla nich była tylko letniczką wynajmującą pokój), śmieszne pomysły na które wpadała Anna i... Aleksander to bardzo ciekawa mieszanka.

Książkę przeczytałam szybko.
Mimo, że przechodzenie między współczesnością a przeszłością jest dla mnie dość ciężkie do przyjęcia - książka bardzo przypadła mi do gustu.
I nawet przyznam, że z lekkim niedosytem odłożyłam ją na półkę.
Historia wciągnęła, a zakończenie pozostawiło niedosyt.
Jednak dziś przeczytałam, że już w czerwcu będzie w księgarniach druga część "Zapiski z Annopola", a trzecia - ostatnia część - już "się pisze" :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz