wtorek, 5 maja 2015

Ladies Night vs Kino na Obcasach i Drugi Hotel Marigold.

Trzy dni wolnego zleciały jak z bicza trzasnął.
Pogoda dobra, a przynajmniej nie najgorsza.
Odpoczynek zaczęłam już  w czwartek wieczorem, choć gdybym wiedziała, że wszystko potrwa tak długo - zastanowiłabym się nad pójściem.
Pierwszy raz skusiłam się na Ladies Night w Cinema City.
Czy lepsze niż multikinowe Kino na Obcasach?

W kilku kwestiach na pewno.
To, co przypadło mi do gustu to z pewnością sposób losowania nagród.
Nie ma wypełniania tysiąca ankiet jak w multikinie.
Przy kasie Pani wyjmuje karteczkę z numerem rzędu i miejsca jakie zakupujemy i wrzuca do koszyka - na losowanie.
Nagrody też fajniejsze, poza moją (!!!) były tygodniowe wejściówki do Pure Jatomi Fitness, zestawy kosmetyków, czy śliczne koszyki (Kasia, nie przejmuj się Maćkiem!)
I na tym zalety się kończą.
Godzina rozpoczęcia "zabawy" - 19:30. Ucieszyłam się, bo przekalkulowałam, że o 22 powinnam być w domu... Jakież było moje rozczarowanie, gdy cała otoczka przed filmowa skończyła się... po 1,5 godzinie!
W multikinie nie trwa to dłużej niż 45 minut!
Nim zaczął się film i przeleciały reklamy było dobrze po 21!

Pierwszej części Hotelu Marigold - nie widziałam.
Nie wiedziałam czego się spodziewać, a zwiastuny jak zawsze pokazywały tylko najfajniejsze sceny.
Generalnie - bardzo przypadła mi do gustu obsada, troszkę indyjskich tańców synchronicznych i... tyle.
Film  oceniam na słabe dst.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz