Podsumowanie miesiąca - MAJ

Każdy ma jakiegoś bzika (...)
Patrząc na to co mam ja - czasami wydaje mi się, że jeszcze ze dwie osoby mogłabym obdzielić.
Mania sprzątania (eeee, chyba coraz słabsza ostatnio, ale jest), gotowanie domowych obiadków, prowadzenie bloga (może nie na wielką skalę jak Kasia T, ale zawsze), korepetycje (udzielam), niemiecki (uczęszczam), wszelkie sprawy około domowe (nie mam Pani Krysi do pomocy), Tosiak i ostatnio - bieganie. Do pełni szczęścia potrzebuję psa, chomika i kolejne dziecko :)

Dziś mija dokładnie miesiąc, jak po rewelacyjnym dniu na działce, wykonałam serwis dziecka i... założyłam buty, wbiłam się w coś sportowego, włączyłam endomondo i pobiegłam.
Tzn. potruchtałam.

Nie był to wielki wyczyn ani czasowy, ani dystansowy.
Po pierwszych 300 metrach myślałam, że płuca wypluję, a moje tętno rozwali mi serce.
Pokonałam jakimś cudem 1,36 km i padłam w domu jak długa.
Ale gdzieś to ziarno się zasiało.

Poczytałam, zrobiłam rozeznanie, dokupiłam kilka sprzętów podnoszących morale i truchtam sobie.
Co drugi dzień (czasem co trzeci), zgodnie z planem - minuta marszu xxx minut biegu. Co tydzień staram się wydłużać bieg o minutę.
Czy liczę, że wpłynie to jakoś na mój wygląd? Oczywiście. Ale...
- mam świadomość, że jestem wygrana za każdym razem gdy sznuruję buty - bo ruszam tyłek z kanapy (choć nie powiem, bym często na niej gościła),
- przede wszystkim cieszę się, że zwiększam swoją wydolność - na zakończenie maja byłam w stanie przebiec 4 serie po 3 minuty! (wiem, nie jest to jeszcze poziom biegacza, ale proszę - wstań po ośmiu godzinach spędzonych przy biurku i pobiegnij, zobaczysz że nie jest to w cale łatwe).

Podsumowując:
w MAJU podczas 12 treningów przebiegłam:
- 22,5 km
- w czasie 2godz 58 min (żółwie tempo!)
- spalając 2220 kcal (aż 4 hamburgery :) )

Małymi krokami do sukcesu!

Komentarze

Popularne posty