wtorek, 16 czerwca 2015

Zamknięcie trylogii "Czarownica".



Dużo wody upłynęło nim udało mi się uzupełnić "Czarownicę" i "Córkę czarownicy" o ostatnia część - "Sekret czarownicy" Anny Klejzerowicz.

Są książki, np. trylogia "Cukierni pod Amorem" Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk, które w każdej części wciągają nas bardziej i bardziej.
A my, czytelnicy, chcemy więcej i więcej.
Po każdym tomie, żyjemy losem bohaterów, nie jesteśmy w stanie sięgnąć po kolejną książkę, bo bohaterowie ciągle stoją przed naszymi oczyma.

Po pierwszej części "Czarownicy" miałam podobnie.
Przede wszystkim niedosyt. Ada i Michał byli tak ciekawymi postaciami, że sama chciałabym zamieszkać w Popowie by ich poznać.
I Małgosia. Mała, biedna, wystraszona dziewczynka, która właśnie tej parze zaufała.

Druga cześć pozwoliła nam ją bardziej poznać.
Rozwiązanie sekretu sprzed lat dodawało powieści lekkiej pikanterii, tajemniczości i znów - chęci kontynuacji.
Dotarłam więc do trzeciej części. I?
I rozczarowanie.
Nie żeby od razu totalna klapa.
Książka przewidywalna, na dobrą sprawę odrobinę nudna. Pojawia się historia Krzyżaków, Templariuszy, średniowieczne tajemnice.
Małgosia przechodzi kryzys w małżeństwie i jak zawsze, właśnie wtedy, pojawia się ten trzeci.
Interesujący, ciekawy, świeży...
Rozterki - z kim być, co robić, gdzie postawić siebie w szeregu codzienności.

O ile dwie pierwsze części były na 4,5 (w skali od 1-5) to ta, niestety na bardzo słabe trzy.
Małe rozczarowanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz