wtorek, 23 czerwca 2015

wpadki / wypadki

Ufff, niech się już ten miesiąc kończy.
Pod koniec każdego miesiąca mam wrażenie, że mijający był ciężki, a każdy kolejny może być lepszy.
Nic bardziej mylnego!

W zeszły piątek miał być wpis (bo pilnuję wyznaczonych sobie terminów).
Miał być, ale w końcu mamy remont i nie udało się.
Najmniejsze pomieszczenie w domu (metr na metr), a syf jak bym całe mieszkanie remontowała.
Nie udało mi się przygotować nic ciekawego.
Trudno. Nikt nie płakał.

Weekend też był ciężki .
Dziadkowie smażą się na wakacjach, a my co? Marne +8 i ulewy co pół godziny.
Całą sobotę ogarnialiśmy te 60 metrów kwadratowych.

Ale już w niedzielę... Wełniana rocznica ślubu minęła całkiem, całkiem przyjemnie.
Najpierw pół dnia "wolnego", dziecię z ojcem pojechało do pracy.
Nadrobiłam zaległości w Prawie Agaty, książce, nauczyłam się na wczorajszy egzamin z niemieckiego, upiekłam babkę (bo w taką pogodę tylko o cieście drożdżowym można pomarzyć!).
Po ich powrocie - wspólna obiadokolacja, prezenciki, lody...
Spokojnie, rodzinnie, fajnie.

W tym tygodniu miałam się spotkać z Panią od wizerunku (pisałam o tym TU ), ale coś jej wypadło i przełożyłyśmy na przyszły czwartek. Relacja będzie obowiązkowo!

Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad tematyką postów w tym moim koszyku.
Trochę kulinarnie, książkowo i życiowo.
Z sentymentem wracam do postów z zeszłego roku.
Dokładnie rok temu smażyliśmy się pod Atenami i właśnie dzięki temu wirtualnemu pamiętnikowi - mogę dokładnie przypominać sobie dzień po dniu.
Właśnie w tę stronę chciałabym pójść.
Zapisywać dni, radości, smutki.
Bo wszystko tak szybko przemija, a nasza pamięć jest słaba i wybiórcza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz