czwartek, 20 lutego 2014

Fatum piątej serii..

Seriale.
Niby dla tych co mają za dużo czasu, a jednak każda (każdy?) z nas ma jakiś ulubiony tasiemiec.


Seriale są fajne do momentu piątej serii. Nie wiem, czy to przesyt, czy brak pomysłów na celne komentarze i tworzenie spójnej, porywającej fabuły.

Na pierwszy rzut mój ulubieniec - Czas Honoru.


Od dawna zamierzałam obejrzeć całą serię.
Pierwsza - fajna, bo wiadomo początek serialu, aktorzy przystojni, dobre wątki. Jednak pierwszy zgrzyt przyszedł wraz z drugą serią - zamienili Maję Ostaszewską na Magdalenę Różczkę.
I katastrofa. Jeden wyraz twarzy, ten sam tembr głosu niezależnie od sytuacji.
Apogeum osiągnęłą trzecia seria - moim zdaniem - najlepsza! Scena finałowa - godna Oskara.
I cóż - z każdą kolejną serią serial stawał się coraz bardziej przewidywalny. Aż do bólu. Po czasach niemieckiej okupacji weszliśmy gładko w lata przyjaźni z braćmi Rosjanami. Nie dość, że nie czułam wątków, nie uczyłam się rosyjskiego to każde 13 odcinków kolejnej serii polegało na odbiciu uwięzionego.
Ile razy można?
Poza przystojnymi głównymi bohaterami ( z wyjatkiem może Kubusia, ale o gustach się nie dyskutuje), bardzo dobrą postacią jest Karol Ryszkowski i - Żabcia nasza kochana - Oberstumbanfurer Lars Rainer.
Z Żabcią nawiążmy od razu do tego co dobre - Przepis na życie.
Początki niezłe. Biedna Anulka, rzucona przez męża; dorastająca córka, szalona przyjaciółka Pola. Jednak nie oni są najlepszą częścią tego serialu. Ekipa Wandzi wymiata, a riposty Beatki wywołują niekontrolowany śmiech.




Debil debilowaty, chamski cham!



Jakaś pieśń zbójnicka! Co ja - za Janosika wychodziłam?!



Żabciu, Ty to jesteś nabyty przez niefortunny ożenek!
 



Żabcia, to ja się zastanawiam, w jakim stawie ty pływasz, a ty tutaj taki?






To co się dobrze zaczyna - z wielkim hukiem się kończy. Piąta seria - naciągnięta bardziej niż twarz przy nakręcaniu włosów na wałki.

Czy istnieje zatem twór, który udowadnia, że mimo swego tasiemcowatego charakteru jest w stanie utrzymać wysoki poziom od początku serii, przez każdą kolejną, aż do końca?
JEST. Oczywiście subiektywnie. Grey's Anatomy: Chirurdzy.




Mimo dziesiątej (!!) serii, mimo tematyki szpitalnej (pomysły na choroby i wypadki kiedyś powinny się skończyć), mimo uśmiercania głównych bohaterów - jest dobrze. I tylko hokej na olimpiadzie w Soczi jest w stanie mnie odciągnąć od obejrzenia kolejnego odcinka (niech Małż też ma coś z życia).

Seriali jest wiele - pewnie jeszcze nie raz poruszę tutaj ten temat. Bo przecież nie można przemilczeć "fenomenu" Dynastii, Przyjacół, Złotopolskich czy Kiepskich.

A TY jaki lubisz serial?










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz