czwartek, 16 lipca 2015

Magic Mike XXL.

Kolejna odsłona Kina Na Obcasach i kolejny pokaz przedpremierowy.
Tym razem - Magic Mike XXL.
Mieszane miałam uczucia idąc na ten film, ponieważ doskonale pamiętam rozczarowanie pierwszą częścią.
Jeżeli trailery pokazują tylko najśmieszniejsze i najciekawsze sceny - nie wróży to dobrze całości.
I nigdy nie nazwałabym tego filmu komedią.
Ale, ale - nie odbiegajmy od tematu - druga część magicznego Mike'a "przemówiła" do mnie podobnie jak pierwsza.

Fabuła - chłopcy z Kings of Tampa chcą zakończyć karierę striptizerów (podobnie jak Mike trzy lata wcześniej), ale chcą to zrobić po swojemu, w wielkim stylu.
Jadą więc do  Myrtle Beach  na finałowe przedstawienie.
Początek filmu - fatalny, nudny, typowo amerykański sposób kreowania akcji (jeżeli o takowej w ogóle można mówić i nie mam tu na myśli akcji jak w Szklanej pułapce.!).

Droga do  Myrtle Beach  trochę się komplikuje.
Panowie mają dwa postoje - jeden spowodowany małą kolizją, drugi - poszukiwaniem konferansjera.

Czy film jest wulgarny?
I tak, i nie.
Wiadomo, że striptiz nie polega tylko na ściąganiu ubrań.
Cała otoczka, taniec, piękne ciała, fajni faceci (moi ulubieńcy: Channing Tatum, Joe Manganiello) tworzą klimat!
Film uratowały dwie sceny.
Pierwsza - Richie i jego cheetosy + woda ( zapamiętajcie ją dobrze!).
Druga - finałowe pokazy striptizu.

Ubolewałam bardzo, że nie ma wspólnych układów tanecznych.
A indywidualne.... cóż, fajne, zabawne ale niektórym wydały się dość wyuzdane (dwie panie w wieku 65+, które siedziały koło mnie były mocno zniesmaczone, po czym jedna wyszła).

Czy film jest wart polecenia?
To zależy.
Jeżeli liczymy na relaks, odprężenie i zwykłe popatrzenie na ciacha - tak.
Jeśli liczymy na ambitny temat - lepiej odpuścić.
I moja rada - przed wybraniem się na film - obejrzyjmy pierwszą część dla odświeżenia wątków!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz