piątek, 10 lipca 2015

Pszczyna.

 
 
Dawno, dawno temu, gdy pokój dzieliłam z siostrą, w rogu pokoju stał mały, czerwony, rosyjski (?) telewizorek.
Włączany był z boku, na takie czarne pokrętełko.
Wielkiej furory nie zrobił, maniakiem TV nigdy nie byłam, wieczorami wybierałam książki.
Ale... Dzięki niemu odkryłam swoje (na tamte czasy) szczęście - trylogię Sissi.
Suknie, zamki, Wiedeń, Franciszek Józef i ona - Romy.
O samej Sissi przeczytałam chyba wszystko co jest możliwe do znalezienia, o Romy - również.
Uroda nie dała jej jednak szczęścia podobnie jak jej bohaterce (z którą najczęściej jest utożsamiana).
W późniejszych czasach, w erze magnetowidów, miałam Sissi nagraną na VHS i gdy tylko zostawałam sama w domu - oglądałam z uwielbieniem.

Tosię też zaczęłam zarażać tą miłością. Ostatnimi czasy często na AXN można znaleźć takie hiciory.
A że księżniczki są u nas topowym tematem - młoda jest zachwycona.
Kiecki, konie, zamki - cóż więcej trzeba do szczęścia!

W środę wybraliśmy się do Pszczyny.
O ile dwa lata temu koncentrowaliśmy się na zagrodzie żubrów, o tyle od początku zapowiedziałam - tym razem zwiedzamy zamek.
Ostatni raz byłam tam w pierwszej klasie szkoły podstawowej!



Pięknie.
Stylowo.
Zabytkowo.

I co ciekawe - mimo dwóch wojen, zachowało się 80% oryginalnego wyposażenia!















 























 
 




A Tosia?
Najpierw Księżniczkę Daisy myliła z tą z Klubu Myszki Miki. A jak uzmysłowiła sobie o kim mówimy - postanowiła zabrać ze sobą strój. Jaki - sami zobaczcie!

























 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz